POLITYKA

Poniedziałek, 22 lipca 2019

Polityka - nr 22 (3212) z dnia 2019-05-29; s. 34-35

Społeczeństwo

Agnieszka Sowa

Jesteśmy na krawędzi

Rozmowa z Katarzyną Pikulską, lekarką z SOR, jedną z organizatorek pierwszego protestu rezydentów, ofiarą nagonki w TVP, o tym, jak rząd oszczędza na służbie zdrowia, by zdobyć fundusze na kolejne obietnice.

AGNIESZKA SOWA: – Będzie pani demonstrować 1 czerwca z innymi lekarzami? Nie ma pani dość, poprzednio też pani demonstrowała, głodowała?
KATARZYNA PIKULSKA: – Ten marsz to ostatni krzyk rozpaczy. Od lat powtarzamy, że w systemie ochrony zdrowia jest bardzo źle. Właściwie to już jest katastrofa. Jednak nikt nas nie słucha. Nie tylko politycy, ale i społeczeństwo.

Dlaczego was nie słuchają?
Mam wrażenie, że ludzie nie zdają sobie sprawy z rozmiarów zapaści w służbie zdrowia. Sądzę, że nie jest najlepiej, ale jakoś się kręci, czyli będzie się kręcić. Otóż nie będzie. Każdy, kto pracuje w systemie ochrony zdrowia, wie, że to wytrzyma najwyżej kilka miesięcy.

Pracuje pani na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, w „ścieku”, jak podobno mówi się w szpitalnym żargonie.
Bo my jesteśmy ostatnią instancją od wszystkiego. Pacjenci, którzy są odrzucani przez system, nie mogą otrzymać normalnej opieki w rozsądnym czasie, trafiają do nas. A na SOR wszystkie dziury i braki widać wyjątkowo dobrze. Swoją drogą ja jestem ortopedą. Pracuję na SOR ...

Katarzyna Pikulska, lekarka kończąca specjalizację z ortopedii, była twarzą słynnego protestu głodowego lekarzy rezydentów na jesieni 2017 r. przeciwko niedofinansowaniu ochrony zdrowia, niskim pensjom rezydentów i wynikającej z tego nadmiernej liczbie godzin pracy.