POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 53 (2278) z dnia 2000-12-30; s. 62-63

Gospodarka

Paweł Tarnowski

Jeszcze gramy

Rok na giełdzie: wiosenna euforia, jesienna depresja

Warszawska giełda wiosną 2000 r. pobiła swój absolutny rekord notowań, latem z dawnego budynku KC PZPR przeprowadziła się do nowej, okazałej siedziby, a późną jesienią doszło do rewolucyjnych zmian w systemie organizacji sesji i rozliczeń. W ciągu 12 miesięcy trudno chyba zrobić więcej. A mimo to nie ustają spekulacje, że za kilka lat WGPW będzie miała spore kłopoty z samodzielnym utrzymaniem się przy życiu.

Początek roku aż do marca rzeczywiście był imponujący. W ciągu dziesięciu tygodni Warszawski Indeks Giełdowy (WIG) wspiął się z niecałych 19 do blisko 23 tys. punktów, a graczy ogarnął szał zakupów. Na te niebotyczne szczyty wywindowała go przede wszystkim ogólnoświatowa hossa na spółki teleinformatyczne. Inwestorzy sugerowali się nie tylko doskonałą koniunkturą na giełdach zachodnich (co zawsze wpływa na zwyżkę notowań w Warszawie), ale podzielili też przekonanie Ameryki, że Internet i firmy z niego żyjące to najlepszy interes. Maklerzy mówili o braku ostrożności, giełdowej euforii i ślepym entuzjazmie wobec kolejnej rewolucji przemysłowej. Nie brakowało ostrzeżeń, że koniunktura na NYSE i NASDAQ (amerykańska giełda spółek nowoczesnych technologii) jest przegrzana i ta nazbyt nadmuchana bańka za chwilę musi pęknąć. Tego rodzaju ostrzeżeń mało kto jednak chciał słuchać. Zimą i wczesną wiosną kupowano w Warszawie akcje na potęgę, bijąc przy okazji rekordy obrotów i windując ceny.

Teoria do kąta

W ...