POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 12 (2237) z dnia 2000-03-18; s. 116-121

Na własne oczy

Jowita Flankowska

Jezioro samotności

Widz, który przychodzi na baletowe przedstawienie, nie chce patrzeć na zwyczajną kobietę. Chce zobaczyć postać z bajki, która nie chodzi, tylko płynie w powietrzu. Długonogą, nieprawdopodobnie chudą i patologicznie wyprostowaną zjawę bez biustu, brzucha i pupy. Najgoręcej oklaskuje tancerki o figurach, za którymi nie obejrzałby się na ulicy. Aby zostać dobrą tancerką, trzeba systematycznie lekceważyć potrzeby ciała, prawa fizyki i biologii. A to słono kosztuje.

Jedni mówią, że genialna tancerka jest idealnym połączeniem techniki i osobowości. Tancerka bez osobowości byłaby tylko tańczącym manekinem. Inni, że genialna tancerka cieszy się tańcem i to z widowni widać, że umie ukryć wysiłek i na scenie ciągle się uśmiecha. Widz odnosi wtedy wrażenie, że taniec klasyczny nic nie kosztuje. Są też tacy, dla których genialna tancerka to taka, która wypełnia sobą i swoim ruchem pustą przestrzeń sceny. Im większą przestrzeń potrafi wypełnić, tym jest lepsza od innych. Jej gesty się nie kończą, a skacząc w powietrzu potrafi wznieść się wyżej niż spodziewa się widownia. Taka, która rozmienia kroki na drobne, jest jak aktor, który się jąka.

Anioły z płaskostopiem

Dla baletnicy ciało jest warsztatem pracy. Tak długo, jak jest sprawne, gibkie, szczupłe, sprężyste, jędrne i zdrowe, tancerka będzie cieszyć oczy widzów na scenie. Zwykle jeszcze 20 lat po skończeniu szkoły baletowej. Codzienny trening skalą wysiłku porównywalny jest z pracą gó...