POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 33 (2206) z dnia 1999-08-14; s. 16-17

Wydarzenia

Mariusz Urbanek

Jezus na przystanku

Jeszcze cztery dni przed rozpoczęciem wydawało się, że III Przystanku Woodstock w Żarach nie będzie w ogóle. Pozostałby tylko zorganizowany w tym samym czasie i miejscu przez kurię zielonogórsko-gorzowską Przystanek Jezus. Nie wiadomo, jak zareagowałoby ćwierć miliona młodych ludzi, którzy przyjechali do Żar. Na polu namiotowym mówiono, że na szczęście jeszcze w tym roku Woodstock nie musiał wysiąść na Przystanku Jezus.

Pod koniec czerwca policja wydała Woodstockowi pozytywną opinię, miesiąc później zastępca komendanta wojewódzkiego policji przysłał do Jerzego Owsiaka i burmistrza Żar pismo, że lepiej, gdyby imprezy jednak nie było. Policja przestraszyła się, że w Żarach będzie jak na prawdziwym Woodstocku w Stanach Zjednoczonych, zakończonym wielką rozróbą. W dodatku w kraju "występują próby wywołania masowych zakłóceń porządku publicznego", więc policja nie poradzi sobie z tłumem. Oprócz tego, przekonywał komendant, prawie nikt w Żarach imprezy nie chce.

Gdzie dzwonił wojewoda?

Burmistrz Żar Franciszek Wołowicz mówi, że to nieprawda. Przystanek opłaca się Żarom finansowo, a przede wszystkim promocyjnie. Gdyby mieszkańcy nie chcieli, nigdy nie ściągnąłby do Żar Owsiaka, po nieudanym Woodstocku w Szczecinie-Dąbiu.

- Przez kilka dni przeżywaliśmy horror. Na odwołanie imprezy naciskały najwyższe czynniki, oficjalne i nieoficjalne - mówi burmistrz Wołowicz. - Czułem się, jakby przeniesiono mnie w jakąś absolutnie surrealistyczną rzeczywistość. Co innego wiedziałem, a ...