POLITYKA

Sobota, 17 sierpnia 2019

Polityka - nr 20 (2807) z dnia 2011-05-11; s. 20-22

Raport

Bartek Chaciński

Język 2.0

Gdzie znajdziemy epicentrum dzisiejszych zmian w języku? Tam, dokąd przeniosło się życie towarzyskie – w serwisach społecznościowych.

Zaczyna się od tego, że zamiast zapytać żonę „Co słychać?”, rzucamy rano: „Czy uaktualniłaś już swój status?”. Bo po co psuć sobie niespodziankę, skoro i tak wszystko znajdziemy na piśmie? Po co niszczyć atmosferę doniosłości związaną z tym, że z najbliższymi osobami komunikujemy się poprzez media niczym gwiazdy telewizji albo najwyższe osoby w państwie?

Serwis społecznościowy określa naszą przynależność do pewnej grupy – tej, która komentuje rzeczywistość na Twitterze, słucha muzyki na MySpace, ogląda filmy na YouTube, wrzuca zdjęcia na Flickr albo nie rusza się z Facebooka, zwanego potocznie fejsem, skrótowo FB, pieszczotliwie fejsbuniem, ewentualnie – z pewną domieszką krytyki – fejsbujem. Szczególnie gdy, odbierając nam resztki prywatności, okazuje się niemałym zbójem.

Z punktu widzenia społeczności każde nasze odłączenie od sieci, choćby na sen czy pracę, jest zwykłą przerwą techniczną. Stąd przypadek relacjonowania na Twitterze napadu na bank przez jedną z ofiar (której nie przyszło do gł...

Co nam zmienia polszczyznę?

Dr Katarzyna Kłosińska (sekretarz Rady Języka Polskiego):
O nasz język prywatny jestem w miarę spokojna. Gorzej z językiem publicznym – szczególnie tym oficjalnym. Przede wszystkim widać ogromny wpływ tłumaczeń tekstów urzędowych, wytwarza się zjawisko, które można opisać jako język polsko-unijny.

Tłumacze sygnalizują mi problemy wynikające ze sposobu pracy w Unii, gdzie na przykład Hiszpan pisze po angielsku tekst, który potem trzeba przetłumaczyć na polski, a dodatkowo uzgadniane na różnego rodzaju obradach poszczególne wersje językowe muszą mieć podobną liczbę słów i wersów. Powstają więc teksty tłumaczone słowo w słowo, koszmarne, pojawiają się nowe, niepotrzebne określenia zjawisk, które polszczyzna od dawna opisuje lepiej i krócej.

A najgorsze, że to wszystko nie zostaje w Brukseli, tylko przychodzi do nas – poprzez urzędników. Potem przejmujemy to my, bo język urzędowy wydaje nam się staranniejszy, godny szacunku. Przykład takiego przejmowania urzędowych wzorców to kierownik pociągu, którym jechałam z Warszawy do Katowic na Kongres, ogłaszający kilkakrotnie, że „pociąg doznał opóźnienia”. Ludzie z łatwością naśladują język urzędowy – sama słyszałam, jak jedna z sąsiadek mówiła do swojego męża: „Na naszym lokalu nastąpił wyciek z grzejnika”. To nas prowadzi do absurdów, gdy bardziej nobilitujące wydaje nam się powiedzenie „posiadam wiedzę” niż po prostu „wiem”.

Językowe przeboje sezonu

ale urwał! – rodzaj „to ci dopiero!”, pochodzi z serwisu YouTube i używany bywa, gdy ktoś coś popsuje, zniszczy, najczęściej niechcący.

bieda – Biedronka. Nic nowego, ale skoro nawet prezes Kaczyński definiuje tę sieć jako sklepy dla ubogich, musiało to się mocno wryć w świadomość Polaków.

epicki – wyjątkowy, wspaniały (o sytuacji, przedmiocie itp.). Zmiana znaczenia znanego słowa pod wpływem języka angielskiego – zresztą coraz częściej pojawia się u nas angielski zwrot „epic fail” opisujący porażkę na całej linii.

palić frana – zgrywać głupiego, oszukiwać albo zachowywać się idiotycznie, jak donosi słownik Vasisdas.tk. Wyrażenie głośne dzięki popularnemu na YouTube klipowi „Montelansino” grupy Projekt Trójząb z Trójmiasta.

propsy – należny szacunek (od ang. „proper respect”), pochwała, „propsować” to okazywać ów „należyty szacunek”.

smyrofon – telefon z ekranem dotykowym, polski odpowiednik smartfonu. Od popularnego „smyrać” – „obmacywać, dotykać”. Tylko kontekst się zmienił.

zaciera – nuda. Popularne na forach internetowych: „straszna zaciera”, „ostra zaciera” itp. Najwidoczniej takowa często tam panuje.

z/w – czyt. „zet wu”. Kluczowe w komunikatorach internetowych, na Facebooku i w grach sieciowych, bardzo potrzebne w sytuacji, gdy inni oczekują naszej nieustannej obecności online. Oznacza po prostu tyle co „zaraz wracam”.