POLITYKA

Wtorek, 19 lutego 2019

Polityka - nr 33 (2971) z dnia 2014-08-12; s. 102-104

Ludzie i style

Agnieszka Rodowicz

Joga do radości

Czy radość wywołuje śmiech czy może odwrotnie? I czy śmiech, choćby i wymuszony, może mieć właściwości lecznicze?

W środowe popołudnie, w parku Pole Mokotowskie w centrum Warszawy, spotyka się kilkanaście osób. Stają na trawie w kręgu. – Mam na imię Piotr – mówi szczupły mężczyzna z włosami do ramion. – He he he he he! Lubię gorącą herbatę w deszczowy dzień. He he he he he!

Po kolei każdy podaje imię, mówi, co lubi, i wybucha śmiechem. Jednym przychodzi to z łatwością, inni się zmuszają, by wydobyć z siebie: cha cha, hi hi czy he he. Piotr Bielski, prowadzący zajęcia, pokazuje następne ćwiczenie. Uczestnicy podają sobie ręce, patrząc w oczy i głośno się śmiejąc. Potem wszyscy udają, że biorą prysznic, wyprowadzają psy na spacer, że sami są psami, które biegają po parku i robią kupy... Co jakiś czas stają w kole, klaszczą w ręce, podnoszą je do góry i powtarzają: – Ho, ho! Ha, ha, ha! Albo: – Świetnie, świetnie, hej! Symulują też, że otwierają puszkę z napojem śmiechu, doją krowy, ...