POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 39 (2317) z dnia 2001-09-29; s. 18-20

Świat / Świat po ataku

Andrzej Krzysztof Wróblewski

Jutro będzie lepiej

Maklerzy i finansiści, którzy śpiewali „God bless America” podczas uroczystego otwarcia giełdy na Wall Street po kilkudniowej przerwie, mieli szczere łzy wzruszenia w oczach. Wierzyli, że „prawdziwy Amerykanin nie sprzedaje teraz akcji”, jak głosiły patriotyczne hasła, żeby uchronić giełdę przed spadkiem, a w każdym razie przed paniką. Ale jednym załzawionym okiem zerkali na swoje monitory i na tabelę cen, czy aby inni się nie pokwapią ze sprzedażą, a oni zostaną z bezwartościowymi akcjami w ręku.

Trudno walczyć z własną naturą. Sens pracy tych ludzi polega na konkurencji, na grze. Poprzez jej skomplikowane reguły dokonuje się przepływ kapitałów tam, gdzie prędzej się pomnożą. Prawdziwy Amerykanin nie sprzedaje akcji – chyba że grozi mu strata.

Poniedziałek 10 września był zupełnie wystarczająco marnym dniem dla amerykańskiego biznesu, żeby jeszcze potrzebny był atak terrorystów nazajutrz. Znikły już ślady po wywieszonych na co drugim sklepie kartkach „help wanted”, potrzebny człowiek do pracy. Zamiast nich pojawiły się kartki poszukujących pracy przylepiane jak u nas na przystankach. Pisali je i rozklejali ci, których zwolniono, bo kurczył się rynek i mimo parokrotnej obniżki stóp procentowych przez Bank Rezerw Federalnych, czyli prób sztucznego ożywienia koniunktury, nie mogli znaleźć zatrudnienia.

Kiedy Ameryka kicha, inni dostają grypy. Japonia, która od dwóch lat nie może wygrzebać się ze stagnacji, mniejsze, ale prężne gospodarki azjatyckie, Unia Europejska – właściwie cały świat patrzy z niepokojem, kiedy konsumenci amerykańscy zaczną więcej kupować, kiedy eksport do USA się ożywi. Grypa jest zaraźliwa ...

Drogie baryłki

Ilekroć na świecie robi się gorąco, tylekroć ceny ropy idą w górę. Armie chcą zrobić zapasy, firmy paliwowe chcą zarobić, kierowcy choćby napełnić bak. W sztabach wojskowych i w międzynarodowych bankach odkurzają mapy rozmieszczenia złóż ropy naftowej i jej zużycia: szlaki jej przepływu rurociągami i tankowcami są pilnie chronione. Zakłócenie dostaw ropy skuteczniej niż działania wojenne dezorganizuje życie krajów rozwiniętych – mogliśmy się o tym przekonać parę razy, a najdobitniej w 1973 (embargo krajów arabskich) i 1979 r. (rewolucja islamska w Iranie), kiedy cena baryłki ropy rosła do rekordowej wysokości 35 dol.

I tym razem pierwszą reakcją giełdy w Londynie, gdzie skupia się handel ropą, był silny wzrost kupna i związanej z nim ceny. Jednak po paru dniach impet wyhamował, cena zatrzymała się, a potem powoli zaczęła spadać.

Powodów jest kilka. Najważniejsze to przewidywana stagnacja, a nawet recesja w krajach importujących ropę. Choćby amerykańskie linie lotnicze, które gwałtownie zmniejszają liczbę kursów. Przewiduje się, że na tradycyjne święto thanksgivings w końcu października z obowiązkowym indykiem wybierze się w tym roku – ze strachu przed terrorystami albo z oszczędności – o ponad połowę mniej Amerykanów niż zwykle.

Powód drugi to coraz doskonalsza technologia, dzięki której kraje rozwinięte uniezależniają się od krajów surowcowych. Rządowa agencja amerykańska postawiła przed producentami samochodów ostre wymagania coraz większego dystansu, jaki muszą ich produkty przejechać na galonie benzyny. Można oczekiwać, że doskonalić się będą także technologie nuklearne, a wysoka cena energii stłumi protesty ekologów. Słowem, zapotrzebowanie na ropę naftową może maleć albo co najmniej nie rosnąć.

I w związku z tym powód trzeci: OPEC pospieszył z zapewnieniem, że dołoży wszelkich starań, żeby ropy nie zabrakło, czyli żeby nie wzrosła jej cena. Arabia Saudyjska, najbardziej prozachodni kraj z wielkich producentów ropy, zwiększyła wydobycie o milion baryłek dziennie. Nie z uczuć przyjaźni, ale z obawy, że gospodarka światowa wpadnie ze stagnacji w recesję, na czym stracą zarówno kraje importujące ropę jak i eksportujące.

Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Monetarny odwołały swoje doroczne zgromadzenie, wyznaczone na 29 września w Waszyngtonie. Kto wie, jakie formy przybrałby protest antyglobalistów, którzy każdą transakcję handlu międzynarodowego uważają za wyzysk. Ale OPEC uważa, że nie ma powodu do obaw: jego konferencja zwołana 26 września w Wiedniu odbędzie się jak planowano.

Wahania cen ropy na światowych giełdach odczuwamy u siebie w postaci częstszych niż zwykle zmian ceny benzyny o kilka groszy na litrze to w górę, to w dół. Nasz udział w rynku światowym nie sięga nawet jednego procenta, jesteśmy więc przedmiotem, nie podmiotem zmian. Ostatecznie ceny ropy po tygodniu wahań ustabilizowały się i zaczęły spadać. O ile nic nie zakłóci porozumienia między eksporterami a importerami ropy, cena baryłki powinna utrzymywać się w przedziale 22–28 dol. Jeżeli jednak doszłoby w którymś z krajów naftowych do lewicowego przewrotu politycznego i władzę przejęliby fundamentaliści islamscy – świat na długie kilka lat zostałby wtrącony w recesję.