POLITYKA

Sobota, 16 grudnia 2017

Polityka - nr 39 (3129) z dnia 2017-09-27; s. 38-39

Społeczeństwo

Agnieszka Sowa

Jutro kij, dziś marchewka

Dla młodych Polaków wegetarianizm okazuje się coraz bardziej atrakcyjny. W światowym rankingu miast najbardziej im przyjaznych na trzecie miejsce nieoczekiwanie wskoczyła Warszawa.

Niejedzenie mięsa deklaruje już co dziesiąty Polak w wieku 16–34 lat. Część z tej grupy robi wyjątek dla ryb, ale niemały odsetek stanowią weganie, którzy nie tykają żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego, z mlekiem i jajkami włącznie. Co piąty Polak deklaruje, że w ostatnim roku próbował unikać mięsa, częściej wybierając warzywa (badania firmy Mintel).

Marta i Krzysiek, studenci ochrony środowiska ze specjalnością biologia morska, na dietę wegańską przeszli po obejrzeniu filmu „Chasing corals” („Ścigając koralowce”), dokumentującego bielenie, a potem śmierć rafy koralowej w najcieplejszych rejonach kuli ziemskiej. To nie był pierwszy film o ekologii, który nimi wstrząsnął. Jednak właśnie rafa była impulsem, by zrezygnować z mięsa. – Zagłada oceanu oznacza śmierć dla naszej planety, przecież 40 proc. tlenu znajdującego się w naszej atmosferze produkowane jest przez fitoplankton w oceanach – mówi Krzysiek.

Poza przemysłem wydobywczym największym trucicielem jest hodowla zwierząt na skalę przemysłową. Przestali więc z tego korzystać. Ryb i skorupiaków też nie chcą jeść (wyjątek robią czasem dla śledzi, które kroją na ćwiczeniach z anatomii, inaczej poszłyby do śmieci), bo w większości i one pochodzą z przemysłowych hodowli, a inne odławiane są w sposób rabunkowy, powodujący degradację oceanów. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat (od 1950 r.) człowiek zlikwidował 95 proc. populacji tuńczyka i dorsza, 90 proc. rekinów, halibutów, sardeli, śledzi i sardynek. Śledziowatego menhadena, niezbyt smacznej, niewielkiej ryby, kiedyś niesamowicie licznej, również zostało tylko 5 proc. Pływające w ławicach liczących miliardy osobników zasysane są z morza rurami, jak od gigantycznego odkurzacza, wprost na statek. Odławiane na masową skalę po to, by przerobić je na olej i mączkę rybną na karmę dla fermowych kurczaków.

Anka, projektantka mody, absolwentka ASP, odstawiła mięso już pod koniec szkoły podstawowej. Wtedy po prostu nie mogła pogodzić się z cierpieniem i zabijaniem zwierząt. Teraz jest weganką i, jak mówi, do poprzedniej motywacji dołączyła ekologiczna: po przeczytaniu nagrodzonego Pulitzerem „Szóstego wymierania. Historii nienaturalnej” autorstwa amerykańskiej dziennikarki Elizabeth Kolbert. Coraz rzadziej spotyka się z niezrozumieniem czy ostracyzmem otoczenia.

Wiktor, lat 27, finansista, jest weganinem od dwóch lat. Wśród swoich znajomych obserwuje silny trend do ograniczania mięsa. – Trochę to moja zasługa, skosztowali tego, co przyrządzam, i zdziwili się, że wegański grill może być smaczny, a oni nie są po takim posiłku głodni, ale nie czują się też ociężali i senni – mówi Wiktor. – I dotarło do nich, że mogą zrobić coś dobrego dla świata i dla siebie, jedząc po prostu mniej mięsa.

Wegański rzeźnik

Jeśli osób całkowicie rezygnujących z jedzenia produktów pochodzenia zwierzęcego przybywa najszybciej wśród młodych, może być to zapowiedź dużych zmian w całym społeczeństwie. Ta grupa wiekowa już ma bardzo dużą siłę nabywczą. W ciągu najbliższych 10 lat trzech na czterech klientów sklepów to będą ludzie z roczników 80. i 2000. To oni będą więc dyktować, co chcą kupować. Ich decyzje wpłyną na cały rynek.

Już sporo podyktowali. Warszawa znalazła się na podium rankingu najprzyjaźniejszych dla wegetarian miast według portalu Happy Cow, zaraz za Berlinem i Los Angeles, dzięki aż 38 wegańskim restauracjom i barom. Kiedyś takie restauracje serwowały niemal wyłącznie kuchnię indyjską. Dziś wybór jest naprawdę duży. W Youmiko Vegan Sushi albo w Edamame Vegan Sushi można zjeść sushi (np. z grzybami), a w Loving Hut i w Wegemama – dania chińskie i wietnamskie, zresztą obok włoskich jarskich makaronów. W Vege Miasto mają dania z różnych zakątków świata i Europy, pierogi, tortille, koftę, racuchy, makarony. W barze bezmlecznym Lokal Vegan Bistro czy w Vege Bistro blisko Uniwersytetu Warszawskiego są polskie smaki, np. wegański schabowy albo bezrybny śledzik w oleju lnianym. W stolicy konkurują też między sobą dwa wegańskie fastfoody: Krowarzywa i Chwast Food, z dużym wyborem wegańskich burgerów. – Nasi klienci to w większości ludzie, którzy jedzą mięso. Warzywny posiłek jest dla nich po prostu atrakcyjną odmianą – mówi Krzysztof Bożek, lat 35, który nie je produktów pochodzenia zwierzęcego od 20 lat, od liceum, a niespełna cztery lata temu razem z kolegą Hubertem Denisem (40 lat) otworzył Krowarzywa. Dziś mają cztery lokale w trzech miastach w kraju, otwierają trzy następne.

W jednym z pierwszych tegorocznych numerów brytyjski magazyn „Time” opublikował artykuł o najbardziej perspektywicznym, według redakcji, zawodzie przyszłości: wegańskim rzeźniku produkującym mię...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]