POLITYKA

Niedziela, 19 listopada 2017

Polityka - nr 25 (3115) z dnia 2017-06-21; s. 22-23

Polityka

Wojciech Szacki

Kadry na zjazd

Na znaczącą rekonstrukcję rządu przed wakacjami się nie zanosi. Kolejną okazję stworzy dwulecie gabinetu Beaty Szydło jesienią, które może przynieść zmianę premiera.

Beata Szydło na marszałka Sejmu, Jarosław Kaczyński premierem, Mateusz Morawiecki do dymisji – albo na premiera. Takie i inne plotki rekonstrukcyjne (z Elżbietą Rafalską, Antonim Macierewiczem i Konstantym Radziwiłłem w rolach głównych) przetoczyły się przez media w maju i na początku czerwca, po czym ucichły. Spekulacje były wypadkową kryzysu sondażowego po blamażu z Donaldem Tuskiem w Brukseli, osobistych planów i marzeń polityków obozu władzy oraz nadchodzącego kongresu PiS. Ale w sondażach – za sprawą osłabienia PO – się poprawiło, a Kaczyński zasygnalizował współpracownikom, że trzęsienia ziemi nie będzie.

Nawet Macierewicz, przeczołgany przez partyjną komisję ds. Bartłomieja Misiewicza, podobno się zmienił. – Zaczął się do nas odzywać normalnie, a nie z ostentacyjnym szacunkiem maskującym drwinę – wyjaśnia jeden z ministrów.

Dlatego rekonstrukcja przy okazji zjazdu partii 1 lipca będzie kosmetyczna – jeśli oczywiście któryś z czołowych rządowych zawodników nie wywróci się na ostatniej prostej. – Zmieni się od zera do trzech ministrów, Szydło zostaje. Na razie – przewiduje polityk bliski prezesowi PiS. Nazwisk nie zdradza, zresztą takie decyzje mogą zapaść jeszcze nawet na kilka dni przed kongresem.

Lojaliści, koalicjanci, single

Mówi się czasem, że Kaczyński może podjąć każdą decyzję, ale nie może podjąć wszystkich decyzji. A jeśli wstrzymał się z rewolucją w rządzie, to musi brać pod uwagę układ sił, który w nim powstał. To zaś sprzyja zachowaniu status quo. Zastanówmy się więc, jak ministrów Szydło postrzega Kaczyński? To ćwiczenie intelektualne, wykonane z pomocą bliskiego mu polityka, pokazuje, jak małe jest pole manewru prezesa przy rekonstrukcji.

Jednym kryterium oceny ministrów jest jakość ich pracy – w tym sensie, czy przynoszą korzyści partii, czy też obciążają jej konto. Drugim – polityczna bliskość bądź oddalenie od Kaczyńskiego.

Wśród lojalistów – którym bliżej do prezesa niż premier – kluczowi są Mariusz Kamiński i Mariusz Błaszczak. Zapewniają Kaczyńskiemu wiedzę o tym, co się dzieje w rządzie i państwie. Obaj są wiceprezesami partii, są więc formalnie równi Szydło; trudno wyobrazić sobie ich dymisję. Lojalistami są także minister energii Krzysztof Tchórzewski i minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk, którzy nie przysparzają partii kłopotów. Nie widać też specjalnie nikogo, kto mógłby ich zastąpić. Problemów politycznych dostarczają minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel (na horyzoncie majaczą kłopoty z dotacjami) i minister środowiska, tnący Puszczę Białowieską Jan Szyszko; obaj byliby pewniakami do dymisji, ale chroni ich wysługa lat w PiS oraz – w przypadku Szyszki – patronat o. Tadeusza Rydzyka. Ich losy się ważą.

Dalej mamy ministrów koalicyjnych. Bez Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina (czytaj s. 19) PiS miałby kłopot z utrzymaniem większości. Do tego grona z grubsza pasuje też Macierewicz, bo choć formalnie jest wiceprezesem PiS, to czasem zachowuje się jak koalicjant i ma własne zaplecze, nieliczne, lecz oddane. Anna Streżyńska ma wciąż dobrą prasę i z punktu widzenia prezesa nie obciąża wizerunku partii rządzącej.

W rządzie jest też kilku politycznych singli, wśród których prym wiedzie Morawiecki. Jest w gruncie rzeczy nieusuwalny jako architekt polityki gospodarczej i twarz rządu w relacjach z sektorem bankowym i zagranicznymi inwestorami. Politycy bliscy Szydło chcieliby odebrać mu chociaż Ministerstwo Finansów, ale tu znów daje o sobie znać krótka ławka PiS; potencjalny następca Henryk Kowalczyk nie mówi po angielsku, co bardzo utrudnia kontakty z Brukselą. Michał Krupiński wszedł zaś właśnie do zarządu Pekao, a Stanisław Kluza traci wpływy. Morawiecki ostatnio zapunktował u prezesa, gdy doprowadził do dymisji Hannę Majszczyk, doświadczoną wiceminister odpowiedzialną za pilnowanie budżetu. To m.in. ją miał na myśli rok temu prezes, gdy krytykował kadry Ministerstwa Finansów rządzonego wówczas przez Pawła Szałamachę.

W sojuszu z Morawieckim (i Gowinem) jest Piotr Gliński, mocno krytykowany przez część środowiska artystycznego, ale wciąż mający kredyt zaufania prezesa. W końcu dwa razy dał się wystawić jako kandydat na „technicznego premiera”, gdy PiS był w opozycji, a Kaczyński takich gestów nie zapomina. Singlem politycznym jest także minister zdrowia Radziwiłł, bez oparcia w PiS i zwalczany przez Gowina, ale podobno wciąż nieźle oceniany na Nowogrodzkiej. Na marginesie PiS funkcjonuje też antydyplomata Witold Waszczykowski, ale o dziwo nawet o nim coraz rzadziej mówi się w kontekście rekonstrukcyjnym. Dymisja kogoś z tej dwójki nie byłaby jednak wielką niespodzianką.

Garstka „szydłowców”

I wreszcie garstka ministrów bliższych Szydło niż Kaczyńskiemu. Najważniejszy spośród nich jest ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]