POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 20 (2401) z dnia 2003-05-17; s. 65-66

Kultura / Sztuka się starzeje?

Zygmunt Kałużyński

Kałasznikow dla Robin Hooda

Czy postęp wpływa na odbiór dorobku kultury? Nauczyciele skarżą się, że lektury obowiązkowe wymagają coraz bardziej rozbudowanych komentarzy, paraliżujących ich doznanie. „Quo vadis”, film, który najwięcej kosztował w dziejach polskiej kinematografii, okazał się deficytowy. Niepowodzenie tłumaczono jego obcością dla współczesnego widza.

Nie jest to zjawisko nowe. Już XIX-wieczni krytycy, jak Sainte-Beuve, zwrócili uwagę na rosnący dystans wobec klasyków, spowodowany rozwojem techniki. Weźmy „Don Kichota”: dawny walczący ścierał się osobiście z przeciwnikiem i jego sukces zależał od sprawności we władaniu szablą. Z chwilą użycia broni palnej umiejętności te okazały się niepotrzebne: żołnierz biegnie zdany na przypadek, trafi go kula bądź nie, zaś zwycięstwo zależy nie od jego charakteru, lecz od manewru sztabowego. Don Kichot, który atakował wiatrak dzidą, był dla swoich współczesnych wzruszającym romantycznym marzycielem; dla czytelnika nowoczesnego, który w wypadku podobnej paranoi co najwyżej ostrzeliwałby wiatrak zza krzaka, stał się on komiczną ofiarą samozłudzenia. Uprawiano wręcz szyderstwa. Achilles, który jak wiadomo nie mógł być zraniony, ponieważ jego matka nimfa zanurzyła go w cudownym uodporniającym źródle, trzymając go za stopę, która jedynie pozostała narażona, w operetce Offenbacha nosił na nodze jak najcięższe opancerzenie, dzięki któremu raz po raz się przewracał i przeklinał starą ...