POLITYKA

środa, 21 sierpnia 2019

Polityka - nr 44 (3033) z dnia 2015-10-28; s. 32-34

Społeczeństwo

Juliusz Ćwieluch

Kanarek na wolności

Z własnej nieprzymuszonej woli zostałem zakładnikiem X. podczas ćwiczeń o kryptonimie Y. w miejscowości Z.

Zakładnikiem w czasie ćwiczeń GROM zostaje się za sprawą oficjalnego pisma. O zgodę trzeba prosić samego ministra obrony narodowej. Później pismo jak jesienny liść spada z jednego biurka na drugie. Do pieczątek przybitych przez redakcję dochodzą kolejne. Mała okrągła z sekretariatu dowódcy generalnego, prostokątne różnych dziwnych instytucji. Sprawę załatwiają właściwie dwa słowa: do realizacji, i zamaszysty podpis.

Bycie zakładnikiem wiąże się z niskim poziomem BHP i wysokim stresu. To pewnie dlatego w tym zawodzie nie ma tłoku. Wojska specjalne radzą sobie, jak mogą. Czasem porywają się wzajemnie, zawsze to jakaś praktyka, zwłaszcza że w cenie jest realizm. A ćwiczyć można różne wątki, np. bandytów, którzy z porwania zamierzają czerpać nie tylko zyski, ale i przyjemność z dręczenia zakładnika. Dla specjalsów to okazja, żeby nie tylko wczuć się w rolę ofiary, ale przygotować na scenariusz, w którym sami się nią stają.

Czasem korzystają z wolnego czasu pracowników zaprzyjaźnionych ambasad, dla nich to również cenna lekcja. ...