POLITYKA

Sobota, 24 sierpnia 2019

Polityka - nr 25 (3215) z dnia 2019-06-18; s. 34-36

Społeczeństwo

Ryszarda Socha

Kapitan Kowalski pod obcą banderą

Kiedyś marynarzom wszyscy zazdrościli. Dziś mało kto wie, że istnieją. Tymczasem Polska jest potentatem na morskim rynku kapitanów i oficerów.

Absolwenci mają jasno określoną i pewną drogę awansu zawodowego (…) – wabi kandydatów na marynarzy Akademia Morska w Szczecinie. – Już po sześciu latach, w wieku niespełna 30 lat można zdobyć dyplom kapitana żeglugi wielkiej lub starszego oficera mechanika i wynagrodzenie ok. 5000 euro!”.

Co roku mury dwóch cywilnych uczelni morskich w Gdyni i Szczecinie opuszcza ok. 400 absolwentów kierunków „pływających” – nawigatorów, mechaników, elektryków. Do tego dorzucają się jeszcze Akademia Marynarki Wojennej oraz prywatna Szkoła Morska w Gdyni. Pomaturalna. Mało kto wie, ale kapitanem można zostać bez studiów wyższych.

Gdy młodzi lekarze zaczęli tłumnie emigrować po zrobieniu dyplomu, minister Jarosław Gowin wyszedł z pomysłem, by medyk musiał najpierw odpracować studia. Zrobił się raban. Oficerów floty handlowej edukujemy, mimo że w kraju zapotrzebowanie na nich jest śladowe. Polscy armatorzy przetrwali w formie szczątkowej. Ich statki pływają pod obcymi banderami (np. prom „Polonia” pod banderą Bahamów). Z góry wiadomo, że absolwenci morskich akademii trafią na globalny rynek. A roczne koszty ...