POLITYKA

Wtorek, 23 października 2018

Polityka - nr 44 (2678) z dnia 2008-11-01; s. 60-61

Kultura

Tomasz Zalewski

Kariera Nikodema Busha

Dwa i pół tygodnia przed wyborami na ekrany w USA wszedł film Olivera Stone’a „W”, biografia George’a W. Busha. Na ekranie oglądamy dość przerażający portret człowieka, który stał się symbolem degra­dacji prestiżu Ameryki.

Stone to lewicowiec i pacyfista, autor takich dzieł jak „JFK”, filmu „wyjaśniającego” zabójstwo zamordowanego w 1963 r. prezydenta jako spisek Pentagonu, CIA i innych służb specjalnych, czy „Urodzony 4 lipca” o przystępującym do ruchu antywojennego weteranie wojny wietnamskiej. Ma w dorobku rzeczy wybitne, jak nagrodzony Oscarem „Pluton”, i znaczące utwory podejmujące ważne problemy społeczne, jak „Wall Stret”, aktualny dziś znowu pamflet na pazernych bankierów. Popada jednak w uproszczenia, plakatowość i dydaktykę. „W” także nie unika przerysowań, balansując na granicy karykatury.

Film „W” przypomina burzliwą młodość Busha, kiedy to przyszły 43 prezydent żył balangami i podbojami erotycznymi, pił bez umiaru i rozrabiał, a przez studia na Yale i Harvardzie prześlizgiwał się dzięki protekcji taty, ówczesnego kongresmana, ambasadora przy ONZ i dyrektora CIA. Tytułowy bohater, grany znakomicie przez Josha Brolina („To nie jest kraj dla starych ludzi”), zachowuje się jak prymitywny chuligan, nieopanowany i popadający w konflikty z prawem. Ima się różnych zajęć – pracuje w firmie naftowej, startuje w wyborach do ...