POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 19 (3209) z dnia 2019-05-08; s. 91

Karol Modzelewski 1937–2019

Jacek Żakowski

Karol Wielki

Przegapiliśmy Karola Modzelewskiego. Nie słyszeliśmy tego, co nam mówił. I zostaliśmy za to słusznie ukarani.

Dopiero kiedy umarł, zrozumiałem wagę jego dziwnej nieobecności. Nie chodzi o to, że ponad 10 proc. swego 80-letniego życia spędził w kryminale jako peerelowski więzień polityczny, a drugie tyle jako dziecko mieszkał w Związku Radzieckim. Rzecz w tym, że kiedy pięć lat temu nagradzanym obficie bestsellerem stała się jego autobiografia „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca”, bywało, że starsi się dziwili: „Modzelewski to ten od Kuronia – więc on jeszcze żyje?”, a wychowane w III RP pokolenie często pierwszy raz o nim usłyszało.

Z praojców III RP Karol Modzelewski był w ostatnim trzydziestoleciu bodaj najsłabiej obecny. Nie dlatego, że nie miał dużo do powiedzenia. Znikł, bo już na początku okazał się w gronie założycieli nowej Polski najbardziej krytyczny wobec drogi, którą kraj poszedł po 1989 r. I był to taki krytycyzm, z którym mało komu bywało po drodze.

Gdy Polska kluczyła na ścieżkach konserwatywnego, często klerykalnego neoliberalizmu, Karol Modzelewski trwał przy XVIII-wiecznej progresywnej triadzie ...