POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 32 (2516) z dnia 2005-08-13; s. 100-105

Na własne oczy

Agnieszka Niezgoda

Karolek numer czterdzieści

Zawodowy rodzic opowiada: najłatwiejszy jest niemowlak ze zrzeczenia (porzucony po porodzie). Najtrudniejsze dziecko, które już chodzi, mówi i jest z interwencji (zabrane z meliny). Takie dziecko woła: mamo, tato. Takie dziecko, chociaż nie powinno, zapuszcza u zawodowego rodzica korzenie.

Mieszkanie Drozdków w Lublinie. Dzwoni telefon. Jest decyzja na Karolka. Jutro do odbioru: Karolek, numer czterdzieści. Czterdziesty podopieczny Drozdków.

Wiek: dwa tygodnie. Pochodzenie: z gwałtu.

Drozdkowie dostają dzieci z zagmatwanym życiem. Przez miesiąc, kilka miesięcy, rok wyprowadzają je na prostą. Potem dzieciaki, jak z rozrządowej górki, wpadają w różne koleiny losu: adopcja, powrót do domu rodzinnego, dom dziecka, ale to w ostateczności.

W Polsce są 422 takie pogotowia. W ubiegłym roku przebywało w nich 2644 dzieci. Pierwsze domy powstawały przed sześcioma laty. Po utworzeniu powiatów, tam, gdzie brakowało placówek państwowych, samorządy – zamiast tworzyć publiczne ośrodki – zachęcały rodziny do opieki nad dziećmi. W Lubelskiem jest ich dziewięć, w Warszawie – pierwsza zaczęła działać pod koniec lipca, a druga we wrześniu.

Alternatywą dla państwowych biduli mają być teraz domy prywatne: rodzinne domy dziecka, rodziny zastępcze, pogotowia rodzinne. Pogotowie uchodzi za najtrudniejszy element tej rodzinnej układanki. Za egzamin najcięższy.

Przeszedłem ...