POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 48 (2169) z dnia 1998-11-28; s. 30-32

Kraj

Sławomir Mizerski

Karta biblioteczna

Piotra Domańskiego, podejrzanego o zabójstwo dwóch łódzkich taksówkarzy i pracownika parkingu, złapano przed budką telefoniczną w centrum Inowłodza. Mimo zupełnego zaskoczenia proponował policjantom, że pokaże, gdzie mieszka. - Tupeciarz. Zaczął nas dokądś prowadzić, ale pękł w połowie drogi - opowiada członek specjalnej grupy dochodzeniowej, która złapała Domańskiego, a także Radosława A. i Macieja P., kolegów ze studiów, którzy pomagali mu się ukrywać.

Inteligentny, sprytny, mówią o Domańskim policjanci. Mimo to wpadł. Dzień przed napadem kupił sobie dżinsy i poszedł w nich do biblioteki. Nazajutrz nowe dżinsy spakował do plastikowej torby. Miał się w nie przebrać zaraz po zaplanowanym zabójstwie. Nie zdążył. W zachlapanej krwią taksówce policja oprócz dwóch ciał znalazła reklamówkę z dżinsami, w których wciąż była karta biblioteczna na nazwisko: Piotr Domański. - Szybko ustaliliśmy adresy 144 Domańskich zameldowanych na terenie Łodzi. Po krótkiej analizie wytypowaliśmy dwóch. U rodziców Piotra Domańskiego byliśmy już pół godziny po znalezieniu samochodu, ale on się tam nie pojawił - mówi oficer grupy dochodzeniowej.

Policja początkowo nie wiedziała jednak, czy człowiek, którego kartę biblioteczną znaleziono, nie jest jedną z ofiar bandytów. Sprawa wyjaśniła się, gdy po dwóch dniach zadzwonił do rodziców, a ci po pewnych wahaniach skontaktowali się z policją. - Powiedział im, że jest w Piotrkowie i na razie nie wróci do domu. Wtedy rozesłaliś...