POLITYKA

Sobota, 16 lutego 2019

Polityka - nr 2 (2332) z dnia 2002-01-12; s. 18

Analiza

Janina Paradowska

Karykatura kreski

Miller ocenia Buzka

Rząd przestawił „Raport otwarcia”, dokument, który podsumowuje i ocenia działalność poprzedniego gabinetu. Można było się spodziewać, że ta fotografia stanu państwa (tak o „Raporcie” mówią jego autorzy) zidentyfikuje występujące dzisiaj zagrożenia w jakiejś hierarchii, oddzieli to, co wynikało z uwarunkowań od rządu Jerzego Buzka niezależnych czy z kłopotów o charakterze strukturalnym, od tego, co było oczywistym błędem lub wynikiem złego rządzenia. Takich oczekiwań „Raport otwarcia” niestety nie spełnia.

Rozliczanie poprzedników nie jest w Polsce nowością. Jest nawet pewną rutyną praktykowaną z uporem i w stylu nie najlepszym. Dość charakterystyczne jest to, że rządem, który nie zajmował się tego rodzaju „bilansowaniem”, był jedynie gabinet Tadeusza Mazowieckiego, a więc akurat ten, który tak naprawdę bilans otwarcia powinien był sporządzić. Świadczy to o politycznej klasie tworzących tamten rząd, a także o tym, że po prostu zajmowano się wówczas przede wszystkim przyszłością i niezbędnymi reformami, a mniej rozliczaniem przeszłości, z czego przez lata wielu czyniło Mazowieckiemu zarzuty.

Kwintesencję „Raportu otwarcia” przygotowanego przez doradców Leszka Millera sprowadzić można do kilku zdań: w ciągu czterech lat działania rządu Jerzego Buzka tempo wzrostu PKB stopniało z 7 proc. do 1 proc.; produkcja przemysłowa rosła czterokrotnie wolniej niż za poprzedniego rządu; rentowność przedsiębiorstw spadła do poziomu bliskiego zeru; spiętrzyły się zatory płatnicze; liczba bezrobotnych powiększyła się o milion ludzi; wskaźnik bezrobocia wzrósł do rekordowego poziomu ...