POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 33 (2567) z dnia 2006-08-19; s. 28-31

Kraj / Skoki

Bianka Mikołajewska

Kasa rządzi

Spółdzielczymi Kasami Oszczędnościowo-Kredytowymi zainteresowaliśmy się dwa lata temu. Powodem była prowadzona wtedy w Sejmie akcja lobbingowa promująca projekty ustaw o upadłości konsumenckiej oraz zapobieganiu lichwie, na których miały skorzystać Kasy. Gdy przyjrzeliśmy się im dokładniej, okazało się, że ich działalność znacznie odbiega od pierwotnych, szczytnych założeń – samopomocy i oddolnej demokracji – które towarzyszyły początkom SKOK. Oto nasze kolejne ustalenia.

Początki były piękne. Rok 1989. Solidarność wchodzi do parlamentu. W Komisji Krajowej „S” trwają prace nad programami reformy kraju. Władze związku gorączkowo poszukują kapitału, który mógłby zainwestować w Polsce. Po latach World Council of Credit Unions (Światowa Rada Związków Kredytowych), której członkiem jest SKOK, napisze na swej stronie internetowej: „Kaczyński (Lech, ówczesny wiceprzewodniczący Solidarności – przyp. red.) zlecił jednemu ze swoich współpracowników – Grzegorzowi Biereckiemu (...) znaleźć amerykańskie banki, które chciałyby otworzyć swoje przedstawicielstwa w Polsce. (...) Banki w USA nie były zainteresowane, ale zasugerowały spotkanie z uniami kredytowymi”.

Bierecki – wówczas szef biura ds. kontaktów z rządem i organizacjami społecznymi NSZZ Solidarność – spotkał się więc z przedstawicielami cieszących się w USA ogromnym powodzeniem credit unions. Przekonali go, że podobna organizacja powinna powstać w Polsce: pomagająca najuboższym ludziom, gromadząca oszczędności swoich członków i udzielająca ze zgromadzonych pieniędzy niskooprocentowanych pożyczek, działająca non ...