POLITYKA

Czwartek, 22 sierpnia 2019

Polityka - nr 18 (2652) z dnia 2008-05-03; s. 88-91

Historia

Piotr Osęka

Każecie, to idziemy

Od pierwszych miesięcy istnienia PRL władze przywiązywały wyjątkową wagę do sfery rytuałów państwowych: oficjalnych obchodów świąt i rocznic. W treści odwoływały się one do wzorów sowieckich, w scenariuszach do przedwojennych z epoki II RP.

Pod koniec lat 40. mieszkaniec Opola pisał do rodziny: „Każdy reżym wprowadza swoje święta, ale dotychczas nie spotykało się tego tak jaskrawo jak obecnie”. Także w innych listach przechwyconych przez bezpiekę przewijają się podobne opinie. „Teraz rozszaleli się z uroczystościami 1 maja – pisał w 1947 r. mieszkaniec Łodzi. – Miasto wspaniale udekorowane, pozaciągane ogromne maszty i chorągwie. Ile milionów na to poszło, ile setek godzin stracili ludzie na ustawiczne zbiórki, przygotowania, wiece. (…) Gorzko patrzeć na to wszystko i myśleć, jaki będzie wynik tego zakłamania”.

W oczach części społeczeństwa stalinowskie obrzędy przysłoniły nawet praktyki nazizmu. „Hitler był fanatykiem i to dużym na tle swych świąt, ale komuniści są jeszcze większymi fanatykami” – mówiono. Co znamienne, również urzędnik Ministerstwa Informacji i Propagandy jesienią 1945 r. przyznawał w poufnym raporcie: „doszło do pewnej inflacji świąt i uroczystości w ostatnim czasie”.

Jeszcze gdy trwała wojna, rządzący zadbali, aby na odzyskanych terenach odbywały się defilady, wiece, pochody.