POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 37 (2671) z dnia 2008-09-13; Polityka. Sztuka Życia; s. 15-17

Rzeczy piękne. Miecze

Juliusz Ćwieluch

Ken zupełnie nie dla Barbie

Ci, którzy go dotykali, mieli poczucie obcowania ze świętością. Ci, których on dotknął, szybko zaczynali obcować z wiecznością. W Polsce przybywa kolekcjonerów morderczego piękna – mieczy samurajskich.

Ken, czyli po japońsku miecz, to symbol świata, który odszedł i tylko od czasu do czasu w cukierkowatych barwach reanimuje go Hollywood. Świata, który stoi na krańcowo różnym biegunie od tego, który zamieszkuje pokolenie Kena i Barbie. Świata samurajów równie okrutnych, co rozmiłowanych w zachwycie nad przyrodą i pięknem w każdej postaci. W jakiej innej kulturze wojowników uczono tworzenia poezji? Z punktu widzenia współczesnego Europejczyka byłoby to pozbawione sensu. Dla Japończyka wręcz przeciwnie, bo tylko wojownik może napisać piękny poemat o swoim mieczu. Co też wielu samurajów, w przerwach pomiędzy jedną wojną domową a kolejną krwawą intrygą, robiło. Niektórzy pisali nawet traktaty.

Musashi Miyamoto swój traktat poświęcił zwyciężaniu. Recepta jest prosta – pokonaj własną słabość, a nikt ci się nie oprze. W tej drodze jedynym przyjacielem będzie twój miecz. Wszystko inne cię zawiedzie. Miyamoto wspomina jedną z walk, kiedy stanął wobec swego przeciwnika, a gdzieś w oddali zaczął pięknie śpiewać ...