POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 37 (2315) z dnia 2001-09-15; s. 20-21

Kraj / Ogląd i pogląd

Iza Falkowska

Kibic na kozetce

Po zwycięskim meczu wszystko wydaje się piękne i proste jak w dzieciństwie

Po wygranej z Norwegami – co oznaczało, że po kilkunastu latach Polska znów zagra w finale piłkarskich mistrzostw świata – kraj ogarnęła euforia. Ludzie wyszli świętować na ulicę – kiedy ostatni raz mieli na to ochotę? Internauci na całą noc zakorkowali łącza dzieląc się radosnymi komentarzami. Mimo ponurych prognoz gospodarczych, rekordowego bezrobocia, nagle zrobiło się jakoś bardziej optymistycznie. Skurczyła się nawet dziura budżetowa. Psychologia dobrze zna ten fenomen.

Nie po raz pierwszy zadziałał mechanizm, że wygrana sportowa przekłada się na tzw. rozszerzony optymizm. Zwycięstwo naszych przyniosło nadzieję, że wszystko pójdzie lepiej. Jak dochodzi do takiej generalizacji? Istota tego zjawiska tkwi korzeniami w dzieciństwie, gdy jedna emocja potrafi zabarwić całe postrzeganie świata. Ten pierwotny mechanizm może się odnowić w jakichś szczególnych uczuciowych okolicznościach. Mówimy na przykład, że zakochani patrzą na świat przez różowe okulary. Wszystko wydaje się im piękne, czyste i pozbawione wad.

Powrót do dziecięcego postrzegania świata niesie ze sobą przyjemną ekscytację, której chętnie ulegamy, a mecze piłkarskie są taką zbiorową podróżą w świat dzieciństwa, zredukowaną do silnych, wszechobejmujących przeżyć.

Wzmagane jest to przez wyraźny podział na nasze i obce. Moja znajoma mieszkająca w centrum Warszawy obserwując z okna przemarsz kibiców przez miasto stwierdziła, że przypomina jej to pochody Solidarności. Czuć było atmosferę jedności i wspólnoty, więzi między ludźmi. Gdy rodziła się Solidarność, było dla mnie jasne, kto ...