POLITYKA

środa, 21 listopada 2018

Polityka - nr 21 (2453) z dnia 2004-05-22; s. 80-82

Historia / Sztyletem i bronią

Jerzy Besala

Kiedy byliśmy terrorystami

Wobec Polaków zaborcy i okupanci stosowali terror jako system rządzenia: zesłania, egzekucje, zbiorową odpowiedzialność. Nie pozostawaliśmy dłużni. Obydwie role – terroryzowanych i terroryzujących – przeplatały się w naszych dziejach.

Szóstego czerwca 1876 r. przy Bulwarze Sewastopolskim w Paryżu podczas rewii wojskowej koniuszy cesarza Napoleona III zauważył wycelowaną broń. Ubódł konia, padł strzał, kula trafiła zwierzę. Były powstaniec Antoni Berezowski mierzył w cara Aleksandra II, siedzącego obok cesarza Francuzów. Zamachowiec pociągnął za spust po raz drugi, ale proch rozerwał lufę, raniąc jego i trzy przypadkowe osoby. Zamachowca schwytano i osądzono. Czyn terrorystyczny Berezowskiego miał być aktem zemsty za cierpienia narodu polskiego.

W dawnej Rzeczypospolitej, w państwie szlachty, nawet najbardziej tępi herbowi nie mieli poczucia krzywdy lub alienacji wynikającej z ustroju i praw. Każdy szlachcic mógł odreagować na sejmach, sejmikach, rokach sądowych, rokoszach i zajazdach wreszcie, wotując, krzycząc, w ostateczności dobywając szabli.

Zatem i aktów indywidualnego terroru wobec władców było niewiele. Szalony Michał Piekarski dybiący z czekanem na króla Zygmunta III Wazę (listopad 1620 r.) czy też konfederaccy „komandosi” Kazimierza Pułaskiego usiłujący porwać Stanisława Augusta (listopad 1771 r.) – to ...