POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 42 (2829) z dnia 2011-10-12; s. 67-69

Świat

Artur Domosławski

Kiedy słowa tracą znaczenie

To opowieść o wściekłym sporze między rządem a największą gazetą. Rząd łamie zasady, które sam głosi, a gazeta dopuszcza się manipulacji i działa, jakby chciała rozdawać karty w polityce. Nie ma niewinnych, ofiarami są prawda i jakość demokracji.

Konflikt toczy się w dalekiej Argentynie, lecz jego burzliwe koleje mówią sporo o schorzeniach demokracji nie tylko w tym kraju. Jaką rolę we współczesnych demokracjach odgrywają – czy może: zdarza się im odgrywać – środki masowego przekazu? Kiedy media wypowiadają się w imię dobra wspólnego, a kiedy są rzecznikiem interesów partykularnych? W jaki sposób władza polityczna traktuje czwartą władzę: jako niezbędnego kontrolera demokracji czy raczej jako wspólnika lub wroga? Jakiej próbie poddawane jest dziennikarstwo?

Zamach na wolność słowa?

Dwa lata temu z Buenos Aires poszła w świat wiadomość, że lewicujący rząd Cristiny Kirchner chce wprowadzić medialną ustawę kagańcową. Największa gazeta „Clarín”, a wraz z nią inne środki przekazu niechętne rządowi podniosły larum, że w Argentynie zagrożona jest wolność słowa. Brzmiało to wiarygodnie. „Clarín” był swego czasu największą – a wciąż jest jedną z największych – gazet w świecie języka hiszpańskiego, cieszącą się niemałym prestiżem. W ostatnich latach na fali ...