POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 47 (2325) z dnia 2001-11-24; s. 3-9

Raport

Joanna SolskaAndrzej Krzysztof Wróblewski

Kieszenie władzy

Roztrząsanie, ile kto zarabia i dlaczego tak dużo, jest ulubionym tematem nie tylko prywatnych plotek, ale także wielkich debat politycznych. Finansowe kłopoty państwa ponownie rozbudziły i tak w Polsce silne nastroje egalitarne. Parlament gruntownie przetrzepał właśnie kieszenie podatników, zwłaszcza tych nieco lepiej zarabiających. Zabrał się też za zarobki prezesów Narodowego Banku Polskiego oraz członków Rady Polityki Pieniężnej, które – jak na polskie warunki – są rzeczywiście wysokie. Nowa władza pospiesznie deklaruje, że odchudzi także swoje portfele, zamrażając pensje na dotychczasowym poziomie. Z trudem pogodziliśmy się, że państwo nie może mieć wpływu na zarobki w prywatnym biznesie. Tam jednak, gdzie wypłaca się pieniądze publiczne, powinny być ustalone jakieś granice, niezbyt rażące powszechne poczucie sprawiedliwości. (Najłatwiej byłoby zgodzić się, że górny pułap zarobków władzy powinna wyznaczać pensja prezydenta RP).

Zasadnicza pensja prezydenta wynosi 11 224 zł 92 gr, do czego dochodzi 20 proc. dodatku stażowego oraz 4810 zł funkcyjnego. W sumie (bez premii i trzynastki) – 18 tys. 280 zł 58 gr brutto. W porównaniu z zarobkami jego kolegów, prezydentów innych krajów, nie są to pieniądze imponujące. Dodać jednak wypada, że podatnicy fundują pierwszemu obywatelowi także wikt i opierunek.

Urszula Zyzik z Kancelarii Prezydenta informuje, że dostaje on od państwa mieszkanie, nie płaci także rachunków za prąd czy telefon. Nie mówiąc o limuzynie z kierowcą i ochronie. Jeżeli podejmuje gości, to koszty pokrywane są z budżetu Kancelarii. Poza tym reguły są takie: jak pan prezydent kwiaty wręcza w imieniu RP, to płaci podatnik. Jeśli zaś od siebie, to z własnej kieszeni. To, co zdobi Kancelarię – finansuje Rzeczpospolita, to – co jego samego, opłaca sam. Łącznie z garniturem.

Nie było przypadku, żeby prezydent zrezygnował ze stanowiska z powodu niskich zarobków. Gorzej w sektorze bankowym. Zarobki porównywalne z prezydenckimi osiąga tam drugi garnitur kadry zarzą...

Aleksander Kwaśniewski
Prezydent
18 280 zł

Leszek Miller
Premier
15 137 zł

Marek Belka
Wicepremier
13 534 zł

Krystyna Łybacka
Minister
13 180 zł

Zbigniew Sobótka
Sekretarz Stanu
11 352 zł

Andrzej Barcikowski
Podsekretarz Stanu
10 390 zł

Lech Nikolski
Szef Gabinetu Politycznego Premiera
8 380 zł

Leszek Balcerowicz
Prezes NBP
44 000 zł

Dariusz Rosati
Członek Rady Polityki Pieniężnej
26 000 zł

Zpowrotem do Stoczni

Prezydent Lech Wałęsa w 1995 r. zarabiał 6484 zł brutto (za „Rzeczpospolitą”, 8–9.07.2001). Na jego pensję składało się: wynagrodzenie zasadnicze, dodatek funkcyjny i dodatek za wysługę lat (20 proc. uposażenia podstawowego). Prezydent otrzymywał również nagrody roczne za swoją pracę (w 1994 r. dostał 17 178 zł). Mógł też korzystać (podobnie jak obecnie urzędujący prezydent) ze służbowych samochodów, samolotu, lecznicy Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej, ochrony osobistej.

W ciągu pięciu lat urzędowania prezydent Wałęsa zarobił 218 382 zł brutto (od tej sumy zapłacił fiskusowi 59 688 zł podatku). Prezydent miał przekazać wszystkie zarobione pieniądze oraz dochody z nagród rzeczowych i finansowych na cele społeczne. Źródłem utrzymania był milion dolarów otrzymany od Warner Bros za prawo do sfilmowania jego biografii. W 1997 r. NSA w Gdańsku uznał, że b. prezydent nie musi płacić od tej kwoty podatku.

Ustępującemu prezydentowi przysługuje dożywotnia pensja w wysokości połowy zasadniczego wynagrodzenia osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe (czyli ok. 5612 zł). Dożywotnio zarówno prezydent, jak i jego rodzina może korzystać z opieki zdrowotnej na takich samych warunkach jak wysocy urzędnicy państwowi. Prezydent (podobnie jak poseł) otrzymuje pieniądze na prowadzenie biura.

Ustawa z 1996 r. została uchwalona z inicjatywy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, kiedy Lech Wałęsa, jego poprzednik i konkurent, zadeklarował, że musi wrócić do stoczniowego warsztatu, bo nie ma innego źródła utrzymania. Ustawa swym działaniem obejmuje dziś trzy osoby. Poza Lechem Wałęsą również gen. Wojciecha Jaruzelskiego, a także, jako jedynego wymienionego w ustawie z imienia i nazwiska, Ryszarda Kaczorowskiego, ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie.

Suchy prowiant

II RP

Informacje o zarobkach prezydenta, premiera, ministrów i innych urzędników były całkowicie jawne, ogłaszane w kolejnych Rocznikach Statystycznych.

Wszyscy urzędnicy państwowi byli podzieleni na kilkanaście rang płacowych, według których ustalano wysokość ich zarobków. W 1923 r. w okresie hiperinflacji uchwalono ustawę o płacach funkcjonariuszy państwowych, która wprowadzała tzw. mnożniki (wynagrodzenie ustalano w punktach). W 1925 r., gdy doszło do załamania gospodarczego, rząd Aleksandra Skrzyńskiego zamroził płace najwyższych urzędników. Przykładowo w 1937 r. urzędnik I rangi (prezydent) zarabiał 3,7 tys. zł, II rangi (premier, ministrowie) 2 tys. zł (13 takich etatów), a III rangi 1,5 tys. zł (39 etatów). Do tych pensji doliczano stałe dodatki – 15 proc. dla pracujących w Warszawie i 10 proc. dla zatrudnionych w innych miastach urzędników. W 1935 r. wprowadzono kilkunastoprogowy podatek progresywny (25 proc. dla zarabiających powyżej 2 tys., 17 proc. – 1–2 tys., najmniej zarabiający 100–150 zł płacili 7-proc. podatek).

 

PRL

Tuż po drugiej wojnie światowej władza korzystała z zasad płacowych z II RP, ale od końca lat 40. zaczęto je modyfikować wewnętrznymi, niepublikowanymi w Dziennikach Ustaw zarządzeniami Rady Ministrów. Do końca lat 60. system płacowy opierał się na pensji oficjalnej oraz dodatkach (tzw. kopertówki, przyznawane uznaniowo według „zasług i stanowiska”). Sprawa wynagrodzeń osób z kręgu władzy została uregulowana dopiero dekretem przewodniczącego Rady Państwa Henryka Jabłońskiego w 1972 r.

W 1981 r. dekret uchylono i wprowadzono ustawę o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe. Przez cały okres PRL władza korzystała także z wielu przywilejów pozapłacowych – do ok. 1954 r. najwyżsi urzędnicy otrzymywali produkty żywnościowe, do drugiej połowy l. 50. członkom rządu opłacano rachunki za mieszkanie i telefon, do l. 60 mogli korzystać z bezpłatnych wczasów, a od początku do końca mogli liczyć na nagrody uznaniowe przyznawane z okazji rocznic, świąt, ważnych wydarzeń (np. wykonania planu).

400 tys. dolarów rocznie zarabia prezydent Bush, w tym jest 50 tys. dolarów z przeznaczeniem na fundusz reprezentacyjny

200 tys. dolarów zarabiał prezydent Clinton

186 tys. dolarów zarabia wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Cheney

20 tys. dolarów dostawałaby Hillary Clinton jako była pierwsza dama, gdyby nie została senatorem

145 tys. dolarów zarabia senator USA Damato

186 tys. dolarów dostaje szef wymiaru sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych Rehnquist

4,5 mln dolarów zarabiał George Washington (w dzisiejszej wartości dolara)

7 tys. dolarów zarabiał Borys Jelcyn, dziś dostaje 75 proc. tej kwoty

16 tys. dolarów kosztuje rocznie deputowany do Dumy Żyrynowski

99 tys. dolarów zarabia rocznie prezydent Francji Chirac

235 tys. dolarów zarabia Tony Blair, premier Wielkiej Brytanii

230 tys. dolarów zarabia prezydent Szwajcarii Leuenberger

297 tys. dolarów kanclerz Niemiec Schröder

363 tys. dolarów premier Japonii Koizumi

465 tys. dolarów premier Singapuru Goh Chok Tong

53 tys. dolarów (w przeliczeniu) prezydent RP Aleksander Kwaśniewski

(Wszystkie kwoty to oficjalne roczne wynagrodzenia brutto) Źródło: moscowtimes.ru, abcnews.com, usgovinfo.com