POLITYKA

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Polityka - nr 15 (2499) z dnia 2005-04-16; s. 60-62

Świat / Bliski Wschód

Magdalena Mughrabi

Kifaja!

Czy nadciąga wielka rewolucja demokratyczna na Bliskim Wschodzie? Zmiany bezsprzecznie widać, ale – jak to w świecie arabskim – inszallah, czyli jak Bóg da.

Nowy rok w regionie rozpoczął się od wyborów w Palestynie i Iraku, eksperyment demokratyczny przeprowadzili nawet Saudyjczycy – w pierwszych w historii królestwa częściowych wyborach lokalnych. Przez ponad miesiąc po śmierci byłego premiera Rafika Hariri Libańczycy okupowali stołeczne ulice domagając się w masowych manifestacjach niepodległości i końca syryjskiej dominacji. W Egipcie, po 24 latach sprawowania władzy, 76-letni prezydent Hosni Mubarak zapowiedział reformę konstytucyjną, która umożliwi wybranie prezydenta w powszechnych wyborach bezpośrednich.

Obserwując wydarzenia ostatnich miesięcy komentatorzy polityczni w państwach nieprzychylnych polityce zagranicznej George'a Busha, takich jak Francja, Niemcy czy Kanada, zaczęli patrzeć na wojnę w Iraku z innej perspektywy. Wielu nabrało wątpliwości: A może Bush ma rację? Może to rzeczywiście efekt domina? Tylko jak to się stało, że amerykański prezydent, który przecież ani w ząb nie rozumie finezyjnie skomplikowanej problematyki arabskiej (dostępnej jedynie umysłom wyrafinowanych Europejczyków), mógłby mieć rację?

Arabskie media nadal nie są zgodne co do ...