POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 45 (2730) z dnia 2009-11-07; s. 64-66

Kultura

Janusz Wróblewski

Kino siódmej generacji

Na najważniejszym azjatyckim festiwalu w koreańskim kurorcie Pusan największą sensację budziły tytuły z Chin, gdzie kino rozwija się w szokującym tempie.

W przeciwieństwie do Europy, gdzie przy każdej okazji wypomina się chińskim władzom łamanie praw człowieka i cenzurowanie wolnego słowa, w Korei o tych sprawach przezornie nie rozmawiano. W kraju, który dopiero niedawno sam otrząsnął się z kultury wojskowej, ma problemy z utrzymaniem demokracji i wie, co to znaczy cena przetrwania, takie sprawy niekoniecznie budzą kontrowersje. Dlatego, zamiast krytyki, padało sporo ciepłych słów pod adresem sterników socjalistycznej gospodarki rynkowej, naśladujących koreańską drogę do kultu pieniądza i hedonizmu.

W niepewnych czasach globalnego kryzysu, szczęśliwie omijającego ten zakątek świata, Chińczycy potrafili zadbać o imponujący rozwój przemysłu filmowego, do niedawna nastawionego głównie na produkcję kostiumowych widowisk oraz propagandowych agitek. W ubiegłym roku w Kraju Środka nakręcono zawrotną liczbę ponad 400 tytułów (bez Tajwanu i Hongkongu), co daje trzecie miejsce w skali światowej, zaraz za Hollywood i Bollywood. Mimo plagi piractwa zyski z dystrybucji przekroczyły w Chinach kilkaset milionów dolarów – aż o 25 proc. wię...