POLITYKA

Czwartek, 23 listopada 2017

Polityka - nr 45 (2579) z dnia 2006-11-11; Polityka. Pomocnik Historyczny; s. 39-42

Janos Tischler

Klapy Breżniewa

Sceny z życia demoludów

Znany węgierski historyk udostępnił nam kilka unikatowych dokumentów – jak sam je nazywa „smaczków” – które zgrupował w trzy historie opowiadające o kulisach życia politycznego w bloku sowieckim. Choć pochodzą z archiwów węgierskich, wszystkie wiążą się także z Polską.

Przygoda w Warszawie

Jesienią 1950 r. w Warszawie odbywał się zjazd jednej z satelickich organizacji sowieckich, Międzynarodowej Federacji Związków Zawodowych Pracowników Transportu, na który z Węgier zaproszony został Sándor Gáspár. W późniejszych latach pełnił on m.in. funkcję członka Biura Politycznego Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (1962–88) oraz przewodniczącego działającej pod nadzorem Kremla Światowej Federacji Związków Zawodowych (1978–88). W omawianym okresie Gáspár był (tylko) sekretarzem generalnym Węgierskiego Związku Zawodowego Pracowników Transportu i w tym charakterze miał wygłosić przemówienie na warszawskim zjeździe. Po przyjeździe do polskiej stolicy szybko wdał się w konflikt z korespondentem Węgierskiej Agencji Prasowej MTI w Warszawie Miklósem Varjasem, który przygotował na ten temat notatkę dla Béli Szántó, ambasadora Węgier w Polsce.

Szántó przekazał notatkę Varjasa z własnymi uzupełnieniami do odpowiedniego departamentu MSZ w Budapeszcie, a później trafiła ona także do członków Biura Politycznego węgierskiej partii komunistycznej. Wiernie opisane w poniższych dwóch dokumentach wydarzenia w sumie nie spowodowały żadnych konsekwencji. Ani w stosunku do Gáspára, którego przemówienie faktycznie „nie było na oczekiwanym poziomie”, ani – co jest o wiele ważniejsze – w stosunku do tłumaczki Barbary Czerwińskiej, która pokazała, że nawet w okresie stalinowskim byli ludzie odważni, z charakterem. Pani Barbara do dzisiaj cieszy się dobrym zdrowiem i bardzo kocha Węgrów.

 

Dla Tow. Ambasadora Nadzw.

Béli Szántó

NOTATKA

w dniu 2 października 1950 r.

(...) Podczas mojego pierwszego spotkania z tow. Gáspárem, przy przywitaniu zauważyłem, że w stosunku do mnie zachowywał się nieprzyjaźnie i z dystansem, czego oczywiście nie potrafiłem sobie wytłumaczyć. Następnego dnia tow. Gáspár wspomniał, że ma na mnie skargę, ponieważ zachowałem się wobec niego nieodpowiednio. Kiedy poprosiłem go o wyjaśnienie, oświadczył, że co prawda nie wymaga, abym mu nadskakiwał, ale jednak nie wypada, żeby nikt się nim nie zajmował; z Budapesztu nawet ambasadę poinformowano o jego przyjeździe, ale z nikim się jeszcze nie spotkał. Zdziwiony tym zachowaniem zapytałem, od kiedy jest członkiem partii. Myślałem, że jeszcze nie udało mu się przezwyciężyć mieszczańskich przyzwyczajeń. Odpowiedź była lakoniczna: z pewnością dłużej niż ty. (...)

Oprócz tego konieczne jest zwrócenie uwagi tow. Szántó na to, że tow. Gáspár przyjechał na zjazd zupełnie nieprzygotowany. I chociaż powiedział mi, że jego przyjazd do samego końca nie był pewny, to jednak miał sposobność – biorąc po uwagę fakt, że był ostatnim mówcą i dlatego miał do dyspozycji całe trzy dni – przygotowania należnego wystąpienia, a nie dokonania podsumowania w ciągu dwóch minut. W czasie, kiedy referaty delegatów ze Związku Radzieckiego i demokracji ludowych, a nawet delegatów zachodnich były interesujące, treściwe i zadowalające, można było oczekiwać, że delegaci z całego świata dowiedzą się czegoś o obecnej sytuacji pracowników transportu węgierskiej demokracji ludowej. Na pięć minut przed wystąpieniem tow. Gáspár zaczął naprędce sklecać przemówienie, które dlatego właśnie nie zawierało niczego istotnego.

Miklós Varjas

(Magyar Országos Levéltár/MOL, Węgierskie Archiwum Państwowe/, XIX-J-1-j, 20. doboz 27/d, 001617/1950)

 

ŚCIŚLE POUFNE!

Warszawa, 3 października 1950 r.

Dotyczy:

pobyt w Warszawie Sándora Gáspára, sekretarza generalnego Węgierskiego Związku Zawodowego Pracowników Transportu.

Wygląda na to, że tow. Gáspár jest zaślepiony – na co w Warszawie też się powoływał – tym, że jest posłem. Na tej podstawie zarzucił, w obecności pracowników ambasady, dlaczego przed wejściem do ambasady nie ma portiera? Wyciągnął z tego wniosek, że brak w ambasadzie czujności. Mnie zapytał osobiście, dlaczego z bramy ambasady nie usunięto dawnego godła? Oczywiście na bramie widnieje jedynie rama dawnego godła, a środek został usunięty. Zresztą usunięcie ramy dawnego godła wymagałoby przerobienia żelaznej bramy, co byłoby dość kosztowne. Jeżeli to konieczne, wyślę kopię zdjęcia bramy, żeby udowodnić, jak niedorzeczne są zarzuty tow. Gáspára.

W jednej kwestii tow. Gáspár ma rację! Varjas zabrał na zjazd również swoją polską tłumaczkę. Kiedy kilka miesięcy temu dowiedziałem się, że Varjas zatrudnia jako tłumacza Barbarę Czerwińską, sam go ostrzegałem, że według informacji z odpowiednich miejsc może zatrudniać Czerwińską do tłumaczeń, ale nie do prac o charakterze poufnym. Czerwińska tłumaczy także dla ambasady, ale tylko w swoim mieszkaniu. Nie może poruszać się po pomieszczeniach ambasady. Omówiłem to z odpowiednimi organami. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

János Tischler (ur. 1967) studiował historię i polonistykę na Uniwersytecie im. Eötvösa Loránda w Budapeszcie, w latach 1998–2001 był wicedyrektorem Węgierskiego Instytutu Kultury w Warszawie, obecnie pracuje w Instytucie Historii Rewolucji Węgierskiej 1956 r. Autor wydanej po węgiersku i po polsku książki „I do szabli... Polska i Węgry. Punkty zwrotne w dziejach obu narodów w latach 1956 oraz 1980–1981” (ze wstępem Andrzeja Paczkowskiego). Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP.