POLITYKA

środa, 26 czerwca 2019

Polityka - nr 45 (3135) z dnia 2017-11-08; s. 31-33

Społeczeństwo

Paweł Walewski

Kleszczoza

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Doktor Jan Gietka od 11 lat pracuje w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie, do którego trafia wiele osób pogryzionych przez kleszcze, ale poza oddziałem nie konsultuje pacjentów z podejrzeniem boreliozy. – Polecam im swoich znakomitych kolegów. Bo ja się spalam. Po prostu w środku kipię, kiedy na spokojne tłumaczenia, że nie ma żadnych oznak tej choroby, ktoś ma pretensję, że nie chcę go leczyć.

Takich pacjentów, niestety, przybywa. Krążą po gabinetach, żywo dyskutują na forach internetowych. – Kilka tygodni temu byłam na grzybach i chyba przegapiłam rumień po ugryzieniu kleszcza – zwierza się pani Dagmara. – Od paru dni czuję się źle. W przychodni dostałam zwolnienie, ale nikt nie wiedział, co mi jest. Szukam lekarza, który potwierdzi boreliozę.

Poszukiwacze

Do Marty Hajdul-Marwicz ludzie też przysyłają rozpaczliwe maile, ale niewiele może im pomóc, bo jest doktorem biologii na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. – Ja się znam na kleszczach, a nie na rozpoznawaniu chorób – tłumaczy. Odkąd na Facebooku prowadzi stronę @zakleszczonaPolska, trudno jednak ...