POLITYKA

środa, 20 lutego 2019

Polityka - nr 28 (2713) z dnia 2009-07-11; Polityka. Niezbędnik Inteligenta. Wydanie 18 ; s. 33-38

Społeczeństwo. O ludziach pracy umysłowej

Jerzy Jedlicki

Kłopoty z inteligencją

Teza o zanikaniu inteligencji powraca uporczywie w ostatnim 20-leciu. Coraz to ktoś oznajmia w prasie lub w mediach, że inteligencja właśnie „schodzi ze sceny” – ale jakoś nigdy nie znika do końca i zawsze coś pozostaje do następnego zejścia.

1. Kłopot z definicją

W niemal każdym polskim tekście na temat inteligencji – historycznym bądź publicystycznym – pojawia się od razu na wstępie uwaga, że termin ten jest niejednoznaczny i trzeba się umówić, w jakim sensie będzie się go używać. Spostrzeżenie takie jest słuszne, lecz banalne. Chodzi o to, że wieloznaczne i nieostre są wszystkie bodaj pojęcia, jakich używa historyk społeczny, w szczególności wszelkie nazwy zbiorowe, przynajmniej w odniesieniu do społeczeństwa nowożytnego.

Jeżeli weźmiemy dla przykładu pojęcie szlachty, to traciło ono wyraźny swój kontur wraz z postępującym rozpadem społeczeństwa stanowego. W piśmiennictwie XIX w. słowo szlachcic mogło oznaczać: (1) właścicieli ziemskich, (2) potomków rodów szlacheckich, (3) tzw. szlachtę wylegitymowaną, to znaczy osoby wpisane do rejestrów szlachty prowadzonych przez państwowe urzędy heraldyczne na podstawie rosyjskiego lub austriackiego prawodawstwa, (4) ludzi zachowujących dawne patriarchalne obyczaje szlacheckie. Można było być szlachcicem w jednym z tych znaczeń, a nie kwalifikować się ...