POLITYKA

Wtorek, 11 grudnia 2018

Polityka - nr 39 (2622) z dnia 2007-09-29; s. 101-103

Ludzie / Obyczaje

Monika Stelmach

Kmina obraźników

Mieszkańcy Ślesina są dumni z gwary ochweśnickiej i za punkt honoru uznali uratowanie od zapomnienia mowy przodków. A jeszcze nie tak dawno mówienie gwarą uchodziło za brak obycia, zdradzało wiejskie pochodzenie.

Dzisiaj w Ślesinie, niewiele ponad trzytysięcznym miasteczku w powiecie konińskim, mówienie gwarą świadczy o dobrym pochodzeniu. Przecież nawet Krzysztof Pieczyński tak zachwycił się klimatem i historią miasteczka, że nakręcił film. Będzie o starych ślesinianach, handlu i zamierającej mowie. To nic, że to żargon handlarzy gęsiami i pierzem oraz domokrążców, mieszkańcy miasteczka i tak są dumni ze swojej przeszłości. Nawet niektóre ulice mają mieć w gwarze swoje nazwy.

Chociaż gwara ochweśnicka najlepiej zachowała się w Ślesinie, wszystko wzięło się od handlarzy dewocjonaliami z sąsiedniego Skulska. „Ochwest w żargonie wędrownych rosyjskich przekupniów, zwanych ofenami, oznaczał święty obraz. Najprawdopodobniej w czasach wojaży na chełmszczyznę i w głąb Rosji handlarze ze Skulska zaczęli wykorzystywać niektóre wyrazy i zwroty ofeni do porozumienia się między sobą. Dzięki nim stworzyli swój żargon” – wyjaśnia na łamach „Wiedzy i Życia” z lutego 1995 r. historyk Sławomir Kosieliński. Wanda Budziszewska, autorka książki ...

Załączniki

  • [Mapa]

    [Mapa]