POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 5 (2639) z dnia 2008-02-02; s. 90-92

Ludzie / Obyczaje

Natalia Gańko

Kobieta pucująca

10 euro za godzinę sprzątania w domu i w życiu. Polska sprzątaczka – najlepszy przyjaciel berlińczyka.

Znalezienie polskiej Putzfrau, pani do sprzątania, berlińczycy porównują z szukaniem dealera narkotykowego. Kwerenda zawiera ustne rekomendacje w łańcuszku zaufanych znajomych, wymianę telefonów kontaktowych, pod którymi i tak raczej nie ma spodziewanej osoby o nazwisku, jakiego Niemiec nie wymówi nawet po piątym piwie.

Putzfrau żyje w cieniu niemieckich przepisów. Nie zakłada Gewerbe, działalności gospodarczej, dającej możliwość odkładania na ubezpieczenie, emeryturę i prawo do zasiłku po 60 miesiącach legalnej pracy. Nie zamierza osiąść w Niemczech, chce zarobić szybko i dużo, na czysto, a dla bezpieczeństwa po prostu trzyma się mocniej drabiny. Putzfrau boi się kilku rzeczy: niemieckiej policji, nagłej choroby i rozmowy o podwyżce. Z tego strachu wysiadają jej nerwy i zgadza się chyba na więcej niż trzeba.

Regina, od 16 lat sprząta w Berlinie: – Musisz wyglądać jak sprzątaczka, elegancka odzież wzbudzi niechęć. Niemiec chce wierzyć, że leczy polską biedę.

Wanda, 6 lat w branży: – Nie znam niemieckiego, ciężko robię za najgorsze 8 euro, ale ...