POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 38 (3128) z dnia 2017-09-20; s. 8-9

Ludzie i wydarzenia / Kraj

Ewa Siedlecka

Kobiety jak bestie

Internowanie kobiet w ciąży używających alkoholu lub innych substancji odurzających zaproponował rzecznik praw dziecka Marek Michalak.

Gotowy projekt trafił do prezydenta. Ideę popierają organizacje pro-life, Kościół na razie milczy. W wielu środowiskach inicjatywę rzecznika uznano za kolejny przykład odbierania polskim kobietom podmiotowości. Ale to objaw szerszego zjawiska cywilizacyjnego.

Zmiana prawa miałaby przeciwdziałać rodzeniu się dzieci z płodowym zespołem alkoholowym FAS. Zespół występuje w różnym nasileniu: od nadpobudliwości i trudności w koncentracji po poważne upośledzenie umysłowe, zaburzenia psychiczne i neurologiczne. Jak podkreśla RPD, dla ciężarnych nie ma bezpiecznej dawki alkoholu czy innej substancji odurzającej. Ani bezpiecznej częstotliwości ich przyjmowania. Stąd w projekcie ustawy zapis, że internowanie wcale nie ma dotyczyć tylko kobiet uzależnionych, ale każdego „przypadku spożywania alkoholu przez kobietę w ciąży, używania przez nią narkotyków lub innych substancji psychoaktywnych”. Jeśli ktoś złoży na kobietę doniesienie na policję, do prokuratury lub do sądu rodzinnego – wszczynane ma być postępowanie cywilne, które może zakończyć się przymusowym umieszczeniem jej na oddziale leczniczym. W praktyce będą to oddziały odwykowe w szpitalach psychiatrycznych. Tam ma być poddana terapii „w celu pomocy w zachowaniu przez nią abstynencji”. Krzysztof Brzózka, szef Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, nie popiera tego pomysłu.

Propozycja RPD nie wzięła się znikąd. Od 2013 r. w mediach pojawia się więcej informacji o pijanych kobietach w ciąży. Np. w Gdyni kobieta urodziła dziecko, będąc kompletnie pijana. W Poznaniu do szpitala z zatruciem alkoholowym trafiła kobieta w ósmym miesiącu ciąży. W Tomaszowie Mazowieckim pijana ciężarna straciła przytomność w sklepie monopolowym, kupując alkohol.

Prokuratura przegrywała w sądach sprawy karne przeciw pijącym w ciąży o „narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”, bo ten przepis dotyczy tylko człowieka urodzonego. Jest wprawdzie przestępstwo spowodowania „uszkodzenia ciała dziecka poczętego lub rozstroju zdrowia zagrażającego jego życiu”, ale kobieta nie może być z tego przepisu ukarana. Sąd rodzinny może natomiast ograniczyć prawa rodzicielskie matki, ustanawiając dla płodu kuratora (art. 182 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego). I są takie sprawy. Ale ani kurator, ani sąd nie mają jak wyegzekwować od ciężarnej powstrzymania od odurzania się. Uzależnioną kobietę w ciąży, jak każdego, można skierować na przymusowe leczenie zamknięte na podstawie ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Takie przepisy obowiązują przynajmniej od czasów PRL. Różnica polega na tym, że ustawa RPD nie dotyczy wyłącznie kobiet uzależnionych, lecz wszelkiego użycia przez kobietę w ciąży środka odurzającego.

Polskie prawo pozwala odbierać wolność także w przypadkach niezwiązanych z popełnieniem przestępstwa, ale w przypadku uzależnienia chory musi być uciążliwy dla otoczenia, a chory psychicznie – zagrażać sobie lub innym. Podobnie w sytuacji epidemii choroby zakaźnej (w latach 90. domagano się w Polsce internowania nosicieli wirusa HIV). Pozbawianie wolności dla ochrony przed szerzeniem choroby zakaźnej dopuszcza np. Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka. Wszystkie te przypadki dotyczą jednak ochrony praw innych osób.

Czy płód jest człowiekiem? Pomysł RPD Marka Michalaka to prosta kontynuacja sporu „od kiedy zaczyna się człowiek”. Czyli sporu aborcyjnego, którego przedłużeniem jest debata nad dopuszczalnością zapłodnienia in vitro i eksperymentów nad komórkami macierzystymi pochodzącymi od ludzkich płodów. Ten spór nie został rozstrzygnięty przez międzynarodowe konwencje praw człowieka, w tym konwencje bioetyczne. Pozostawia się je ludzkiemu sumieniu i prawu poszczególnych państw. Najczęściej przyjmuje się, że płód zasługuje na ochronę, choć nie taką samą jak człowiek urodzony.

Z jednej strony mamy więc prawa osoby urodzonej, z drugiej – płodu. Obrońcy życia poczętego powiedzą: te wartości są nierówne – z jednej strony wolność osobista, z drugiej życie i zdrowie. A życie i zdrowie są ważniejsze. Obrońcy wolności powiedzą natomiast, że nierówne są podmioty: człowiek urodzony i istota, która będzie człowiekiem dopiero po urodzeniu (w wersji łagodniejszej po obu stronach jest człowiek, ale ten nieurodzony nie ma jeszcze pełni praw).

Pomysł RPD to milowy krok w stronę zrównania statusu człowieka urodzonego i płodu. Michalak powołuje się na to, że – w myśl ustawy o RPD – chronić on ma interesy dziecka „od poczęcia”. Proponuje zatem wprowadzenie do prawa cywilnego pojęcia „dziecka nienarodzonego” jako podmiotu praw. Gdy to się stanie i płód zostanie uznany za „dziecko”, uruchomi się obowiązująca (i słusznie) w prawie rodzinnym zasada, że „dobro dziecka” ma pierwszeństwo także przed np. interesem rodzica. To zaś może usprawiedliwiać dalsze ograniczanie wolności kobiet: np. internowanie, jeśli ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]