POLITYKA

Sobota, 25 listopada 2017

Polityka - nr 10 (3101) z dnia 2017-03-08; s. 20-23

Polityka

Katarzyna CzarneckaJoanna PodgórskaAgata SzczerbiakEwa Wilk

Kobiety przeciw „Panom”

Tegoroczny 8 marca z pewnością zostanie zapamiętany jako autentyczny Dzień Kobiet. Dzień wkurzenia Polek na „władzę panów”, która arogancko i arbitralnie przekreśla ich ledwie zdobyte prawa i wolności.

Przez nieco ponad rok rządów PiS zamknięto program dofinansowania in vitro, zablokowano dostęp do awaryjnej antykoncepcji, porodówki znów mogą zmienić się w koszmar, ofiary przemocy domowej straciły oparcie w organizacjach pozarządowych, edukacja seksualna została sprowadzona do absurdu, edukację równościową w ogóle wyrugowano ze szkół; niewykluczone, że w bliskiej przyszłości ta ideologiczna kontrreformacja dotknie też uniwersytety.

Sporządzamy tu remanent poczynań władzy – wystarczająco dotkliwych, by wyprowadzić tysiące Polek na ulice. Ale nie byłoby takiego gniewu, gdyby nie narastający ton pogardy i agresji wobec kobiet w debacie publicznej. Te wszystkie protekcjonalne i obleśne zachowania, jak np. ministra Jana Szyszki wobec dziennikarki, która usiłuje mu zadać poważne pytanie, a on proponuje jej całowanie rączek. Te hejterskie ataki na kobiety, gdy starają się włączyć w dyskusje na forach internetowych z racjonalnymi argumentami, a odsyłane są „do garów”.

– Pogarda dla płci żeńskiej związana z jej funkcjami biologicznymi i rolą kulturową osiąga w naszym kraju niewyobrażalne rozmiary – mówi Ewa Borguńska z Protestu Kobiet, obywatelskiej, niepartyjnej inicjatywy, która okrzepła po ubiegłorocznych marszach „czarnych parasolek”. – Politycy zachowują się w taki sposób, jakby kompletnie nie mieli świadomości, że wygłaszając pewne poglądy i decydując się na konkretne działania, a raczej ich brak, stają się po prostu barbarzyńcami. Janusz Korwin-Mikke, europoseł, idol sporej części męskiej modzieży, przekonywał w europarlamencie: „kobiety muszą zarabiać mniej niż mężczyźni. Ponieważ są słabsze, są mniejsze, są mniej inteligentne”.

Trwa zatem „przywracanie normalności”, któremu towarzyszą bałamutne uzasadnienia, że wszystko to w trosce o kobiety, dzieci, rodzinę, wartości. O co zatem chodzi kobietom, które znów ubrane na czarno zdecydowały się wyjść na ulice?

O ludzki poród

Wygląda na to, że Polki stracą ciężko wywalczone prawo – do podmiotowego traktowania na oddziałach położniczych. W PRL przyjęcie na porodówkę przypominało uwięzienie. Oddziały stanowiły zamknięte twierdze, bliskim wstępu całkowicie zabraniano. Rodząca kobieta stawała się przedmiotem lekarskich działań, których istoty nikt jej nie tłumaczył. Bywała poniżana, rugana, upokarzana. Dla wielu była to taka trauma, że nie decydowały się na drugą ciążę.

Rozkuwanie położniczego betonu trwało latami. Zaczęło się od akcji „Gazety Wyborczej” „Rodzić po ludzku”: nagradzano przyjazne szpitale, piętnowano te, które traktowały kobiety w nieludzki sposób. W 2007 r. na wniosek ministra Zbigniewa Religi rozpoczęły się prace nad Standardami Opieki Okołoporodowej. Debatował zespół ekspertów, stronę społeczną reprezentowała Fundacja Rodzić po Ludzku. Powstał przejrzysty katalog zawierający m.in. prawo do aktywności w czasie porodu, swobodnego wyboru pozycji, picia wody, do obecności osoby bliskiej, kontaktu z nowo narodzonym dzieckiem, wsparcia laktacyjnego. Standardy weszły w życie w 2012 r. Do tego dokumentu pacjentka mogła się odwołać, gdy czuła, że łamane są jej prawa. Krytycznie oceniała go jedynie Naczelna Rada Lekarska, twierdząc, że wiąże on ręce lekarzom. I jej właśnie posłuchał minister Konstanty Radziwiłł, wykreślając Standardy Opieki Okołoporodowej z ustawy o działalności leczniczej. Oczywiście bez konsultacji społecznych, bez otwartej dyskusji.

Przez wiele tygodni wyglądało na to, że decyzja jest ostateczna. Minister przekonywał, że nic się nie zmieni, bo standardy medyczne zostaną zastąpione standardami organizacyjnymi, będą zawarte w regulacjach towarzystw naukowych lub zostaną sformułowane „w charakterze obwieszczeń”. Na szczęście strona społeczna, zwłaszcza Fundacja Rodzić po Ludzku, nie złożyła broni. Pod wpływem protestów minister zarządził powołanie zespołu merytorycznego, który ma zająć się projektem standardów organizacyjnych opieki okołoporodowej. Jego podstawą mają być obecnie obowiązujące regulacje, a w skład zespołu wchodzą także przedstawiciele Fundacji Rodzić po Ludzku. W gronie konsultantów znalazł się też jeden z najbardziej ideologicznie zaangażowanych położników – prof. Bogdan Chazan.

O pigułkę

Gdy ostatnio Konstanty Radziwiłł wycofywał z wolnej sprzedaży pigułkę elleOne, chyba jeszcze bardziej niż sama ta decyzja bulwersowało jej uzasadnienie. Minister zdrowia publicznie zadeklarował, że on nikomu by takiej recepty nie wypisał. Nawet kobiecie zgwałconej. Jednocześnie jako pierwszy w Europie dopuścił do sprzedaży bez recepty tani odpowiednik Viagry, czyli preparat na zaburzenia wzwodu. I to mimo protestów Polskiego Stowarzyszenia Medycyny Seksualnej (zaburzenia erekcji mogą być symptomem czegoś poważniejszego; w połączeniu z innymi lekami ten specyfik może stanowić mieszankę wybuchową). Uznano, że mężczyźni są na tyle odpowiedzialni, że mogą go zażywać bez lekarskiej kontroli. Widać baby są jakieś inne.

Ta decyzja ewidentnie wpisuje się w szerszy zamiar poddania całkowitej kontroli seksualnoś...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]