POLITYKA

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Polityka - nr 27 (3217) z dnia 2019-07-03; s. 40-41

Społeczeństwo

Piotr Pytlakowski

Kobiety z mostu

Ruszył proces kobiet, które „wspólnie i w porozumieniu” stanęły na drodze marszu nacjonalistów. Kiedy państwo oskarża własnych obywateli, musi mieć ważny powód. Jaką krzywdę protestujące wyrządziły Polsce?

Na ławie oskarżonych zasiada ich siedem. Urzędniczki, menedżerka, tłumaczka, lekarka, ukrainistka, właścicielka galerii obrazów. Sąd chce wiedzieć, gdzie pracują, ile zarabiają, gdzie mieszkają i czy były leczone psychiatrycznie. Rozprawa jest jawna i obecna na sali publika, według sądu, ma prawo poznać odpowiedzi podsądnych dotyczące ich danych wrażliwych. To krępująca sytuacja. Jeden z obecnych proponuje, aby na czas tych pytań widzowie opuścili salę rozpraw. Wszyscy – publiczność i dziennikarze – solidarnie wychodzą. Tę solidarność łamie tylko jeden młody widz, pracownik gazety codziennej. Pilnie notuje i potem w swoim artykule poda wiek obwinionych. Tylko on wie po co.

Kiedy po rundzie pytań proceduralnych publiczność wraca, mecenas Krzysztof Stępiński, pełnomocnik wszystkich obwinionych (broni je pro bono), składa wniosek, aby Wysoki Sąd zażądał od prokuratury opinii biegłego dotyczącej treści haseł głoszonych przez uczestników marszu nacjonalistów nazwanego Marszem Niepodległości. Tę opinię prokuratura utajniła przed adwokatem, a tym samym przed kobietami oskarżonymi w zaczynającym się właśnie procesie. – ...