POLITYKA

Sobota, 17 sierpnia 2019

Polityka - nr 49 (2533) z dnia 2005-12-10; s. 76-78

Kultura / Teatr

Aneta Kyzioł

Kolorowy ptak

Krzysztof Warlikowski wystawia w teatrach całej Europy, jego spektakle oklaskiwane są w słynnej nowojorskiej Brooklyn Academy of Music i na festiwalu w Awinionie. Jest też współtwórcą najciekawszej dziś chyba polskiej sceny – warszawskich Rozmaitości. Ale tu akurat układa mu się rozmaicie.

Drobny, niewysoki, w pomarańczowej bluzie, z włosami postawionymi w modnego niewielkiego irokeza, nie wygląda na swoje 43 lata. Bardziej przypomina gwiazdę rocka niż człowieka teatru – dziwił się ostatnio dziennikarz „Le Monde”. Pozostał „czarnowłosym chłopcem o wyzywającej urodzie” – jak opisywał swojego ucznia Krystian Lupa. Pozory. Kiedy się przyjrzeć uważniej – nieobecne oczy, smutek i melancholia. Krzysztof Warlikowski jest czterdziestolatkiem.

Jak bohater jego ostatniej polskiej premiery, „Kruma” Hanocha Lewina. Sztuka nie ma tego ognia buntu, który był dotąd motorem teatru Warlikowskiego. To przejmująca opowieść o człowieku, który wraca po latach do rodzinnego miasteczka, gdzie, jak w telenoweli, życie zwykłych ludzi toczy się monotonnym rytmem. Wstrząsem będzie dopiero śmierć matki, osoby, która nie tylko dała mu życie (i zatruła je wiecznymi pretensjami), ale przede wszystkim jako jedyna dawała mu poczucie, że do czegoś przynależy. – Warszawa jest miastem uciekinierów – tłumaczy Warlikowski. – Przed katolikami, rodzicami, prowincjonalnością i nietolerancyjnością ...