POLITYKA

Wtorek, 23 stycznia 2018

Polityka - nr 44 (2678) z dnia 2008-11-01; s. 36-41

Raport

Tomasz Zalewski

Kolos kuleje

Nowy prezydent będzie przewodził państwu, które coraz trudniej nazywać supermocarstwem. Wielkie załamanie finansowe stanowi w istocie oskarżenie amerykańskiego sposobu życia. Pozycja USA w świecie słabnie. Czy Ameryka znajdzie w sobie nową energię?

Amerykański duch wyparował? Weźmy filmowe i literackie bestsellery ostatnich lat. Ponury katastrofizm prozy Cormicka McCarthy’ego („The Road”) czy depresyjną, postmodernistyczną powieść Dona De Lillo „The Falling Man”, świadectwo bolesnej traumy po ataku 11 września, trudno zestawić z krzepiącym optymizmem klasycznej powieści Johna Steinbecka „Na wschód od Edenu”. Dokonuje się dziś gorzkich rozrachunków z przeszłością Ameryki, jak w powieści Phillipa Rotha „The Human Stain” (rasizm) albo odbrązawia tradycyjne mity, na przykład pionierską legendę Pogranicza, jak w nominowanym do Oscara filmie „Poleje się krew”.

W „Terroryście” John Updike zaprasza Amerykanów do krytycznego spojrzenia na swoją kulturę oczami muzułmanina. W eseistyce pojawiły się utwory, jakich można byłoby oczekiwać raczej w starej Europie. W „Against Happiness” Eric G. Wilson głosi pochwałę cierpienia i melancholii jako źródeł twórczości. Nic odkrywczego, ale przecież w Ameryce być szczęśliwym to obowiązek. Przebrzmiały?

Mnożą się porównania Ameryki do Cesarstwa Rzymskiego. W książce „Are We Rome?” autor Colleen Murphy nie ogranicza się do takich oczywistych analogii jak dominacja militarna czy otwartość na imigrantów. Jak w antycznym cesarstwie w USA rosną do monstrualnych rozmiarów rozpiętości dochodów – szefowie hedge funds zarabiają miliardy dolarów rocznie, a współczesnym helotom pozostaje to, co kapnie z pańskiego stołu, plus igrzyska. Podobnie jak starożytny Rzym, Ameryka ma kłopoty z niedoborem rekruta i musi do armii pozyskiwać obcokrajowców w zamian za obietnicę obywatelstwa. Stolica amerykańskiego imperium żyje w przekonaniu, że jest pępkiem świata – tak samo jak Rzym 2000 lat temu. Towarzyszy temu podobne lekceważenie świata zewnętrznego.

Bad Money

Objawów słabnięcia gospodarki amerykańskiego imperium nie brakowało wcześniej. Jej flagowy okręt Boeing Co. przegrał walkę o kontrakt dla wojska (na samolot tankujący w powietrzu) z europejskim Airbusem. Samochodowa Wielka Trójka z Detroit traci rynki na rzecz Japonii i Korei Południowej. Na liście Fortune 500 liczba amerykańskich przedsiębiorstw się kurczy. Tempo zagranicznych inwestycji w USA przewyższa tempo inwestycji amerykańskich na świecie. Słabnie nawet hegemonia Ameryki w kosmosie. Amerykanie nie mają czym dolecieć na międzynarodową stację kosmiczną i zdani są na rosyjskie Sojuzy. Zdaniem ekspertów, mogą nawet przegrać wyścig z Chinami o powrót załogowego pojazdu na Księżyc.

Wrześniowy kryzys zaczął się w Ameryce, ale jego rozwiązaniem skuteczniej zajmuje się Europa. Inaczej niż 10 lat temu, kiedy to Waszyngton był głównym rozgrywającym w czasie krachu finansowego w Azji i Rosji. Obecne załamanie obnażyło strukturalne słabości amerykańskiej gospodarki. Ciąży na niej przede wszystkim hiperzadłużenie – państwa, prywatnych banków i obywateli. Setki miliardów wysupłane z budżetu na ratowanie banków powiększą i tak ogromny deficyt, zmuszając do dalszego łatania dziury pożyczaniem w Chinach. Kryzys słusznie uznano za dowód bankructwa dogmatycznego neoliberalizmu, zgodnie z którym rynek ma zawsze rację i skoryguje się sam. Pojawiają się i inne interpretacje. Kevin Phillips dowodzi w książce bestsellerze „Bad Money”, że u źródeł katastrofy leży nienormalny rozrost sektora finansowego w USA dzięki merkantylistycznej opiece rządu. Podobnie było z niegdysiejszymi ekonomicznymi mocarstwami Holandią i Anglią u schyłku ich potęgi.

Ceną gigantycznych wydatków na ratowanie banków będzie dalsze powiększenie deficytu budżetowego. Rośnie on m.in. wskutek obciążenia federalnym funduszem emerytalnym i funduszem ubezpieczeń medycznych emerytów. Świadczenia z tych programów zwiększają się wskutek starzenia się społeczeństwa i wybujałych kosztów ochrony zdrowia. Rozmiary deficytu mogą w pewnym momencie tak wystraszyć zagranicznych, tj. głównie azjatyckich, inwestorów, że przestaną oni kupować amerykańskie obligacje skarbowe, uznając inne gospodarki za bezpieczniejsze. Wtedy wartość dolara spadnie i przestanie on być podstawową walutą w międzynarodowych transakcjach. Niektórzy przewidują, że zastąpi go euro.

Jeszcze gorzej zdaniem wpływowych analityków przedstawia się polityczna pozycja Ameryki na świecie. Poczynania prezydenta Busha na arenie globalnej przyniosły niemal same szkody. Inwazja na Irak i unilateralna polityka z pierwszej kadencji zraziły do USA nawet kraje tradycyjnie im przyjazne jak Polska. Poprawa sytuacji w Iraku i nacisk na metody dyplomatyczne w drugiej kadencji niewiele już pomogły.

Forsowanie wyborów na terenach palestyńskich zaowocowało zwycięstwem Hamasu w Strefie Gazy i paraliżem procesu pokojowego w konflikcie bliskowschodnim. Iran zwiększył swe wpływy w rejonie Zatoki Perskiej i nie widać, co mogłoby mu przeszkodzić w uzbrojeniu się w broń atomową. Destabilizacja w Pakistanie zagraża jego współpracy w walce z Al-Kaidą. W Afganistanie wojska USA i NATO ugrzęzły na wiele lat. Korea Północna gra z Wujem Samem w kotka i myszkę. Rosja, czując bezradność Ameryki, zmierza do odzyskania ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]