POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 27 (3167) z dnia 2018-07-04; s. 60-62

Nauka

Andrzej Hołdys

Kolumb bibliofil

Pięćset lat temu pewien człowiek postanowił kupić i skatalogować wszystkie książki i mapy, jakie wydrukowano na świecie. Był synem odkrywcy Ameryki. Miał na imię Hernando.

Rok 1524. Trwa szalona epoka odkryć geograficznych. 30 lat po podpisaniu słynnego traktatu w Tordesillas, w którym Kastylia (Hiszpania) i Portugalia podzieliły się strefami wpływów w Nowym Świecie, przychodzi czas na wyznaczenie podobnej linii demarkacyjnej po drugiej stronie globu. Powodem są Moluki, czyli Wyspy Korzenne, wchodzące w skład rozległego Archipelagu Malajskiego.

Odnaleźli je Portugalczycy. Natychmiast zaczęli dowodzić, że ta „skarbnica wszystkich przypraw” należy się właśnie im, jako że leży po ich stronie linii wyznaczonej przez traktat. Jednak parę lat później sekretną drogę do Wysp odkrył, płynąc z przeciwnej strony, Ferdynand Magellan, także Portugalczyk, tyle że wysłany przez hiszpańskiego króla. Wtedy również Hiszpania stwierdziła, że Moluki znajdują się po jej stronie linii granicznej. Zamiast przyprawami, zapachniało wojną.

Obie strony idą jednak po rozum do głowy. Hiszpański król Karol I i portugalski władca Jan III postanawiają, że o wpływach na świecie rozstrzygną nie armaty, ale nauka i wiedza geograficzna. Do hiszpańskiego miasta Badajoz, tuż przy granicy ...