POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 5 (3196) z dnia 2019-01-30; s. 28-30

Polityka

Violetta Krasnowska

Komisja z ulicy Kolskiej

Komisja smoleńska Antoniego Macierewicza jakby zapadła się pod ziemię. Ale to mylące wrażenie. Ciągle zatrudnia, zleca, płaci. Nie ma już wydzielonego budżetu, z którego musiałaby się wyliczać. Teraz ma do dyspozycji formalnie cały budżet MON, prawie 45 mld zł.

Kolska to mała ślepa uliczka, zakończona cmentarnym murem Powązek. Znana w Polsce ze znajdującej się tu izby wytrzeźwień. Tu właśnie, prosto z ministerialnej willi przy Klonowej, sprowadziła się Podkomisja do Ponownego Zbadania Katastrofy Lotniczej pod przewodnictwem zdymisjonowanego ministra obrony Antoniego Macierewicza. Mówiąc w skrócie: komisja smoleńska. Nie ma nawet tabliczki, wciśnięta na końcu gdzieś między Pracownią Cieczy Roboczych a Zarządem Integracji Systemów C4ISR Instytutu Techniki Wojsk Lotniczych. Niewielka działeczka ogrodzona siatką zakończoną potężnymi zwojami drutu kolczastego, ze szlabanem, za którym poszczekują dwa leniwe burki. Niezapowiedziany nie wejdzie. Można zostawić prośbę o kontakt na wartowni, ale i tak nikt nie oddzwoni, a na podany na stronie numer telefonu można dzwonić bezskutecznie.

Sekretariat komisji mieści się jeszcze gdzie indziej, bo na Mokotowie. Pod tym samym adresem co siedziba Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych MON. Od dawna nikogo z komisji tam nie widziano. Ostatnio – 11 kwietnia 2018 r. – na uroczystej prezentacji tzw. raportu technicznego, na której zresztą nie pokazała się nawet telewizja ...