POLITYKA

Wtorek, 11 grudnia 2018

Polityka - nr 40 (2725) z dnia 2009-10-03; s. 34-36

Kraj

Wojciech Markiewicz

Koń polski

Przez wieki konie były wiernymi towarzyszami polskiego żołnierza. Przez wieki służyły też jako środek transportu. U magnatów miewały marmurowe żłoby. W XX w. konie stały się podporą rolnictwa. Dzisiaj hodowli koni w Polsce grozi zagłada.

W Bogusławicach do tegorocznej próby dzielności trzyletnich ogierów rasy małopolskiej zakwalifikowało się 16 koni. Najpierw trenowały sto dni, teraz będą walczyły o licencję, czyli prawo do krycia klaczy. Najlepsze będą mogły startować w konkursach ujeżdżania i skoków. Najniżej ocenione, jeśli się nie poprawią, koniarze nazwą łachami albo – po kastracji – rekreantami, czyli spokojnymi wałachami.

Pierwszy startuje Agnostyk po ojcu Krymie, matce Argencie. Trzyosobowa komisja i towarzyszący jej czterej asystenci oceniają każdy szczegół końskiej budowy, jego krok, stęp, kłus, charakter i temperament. Właścicielem ogiera jest Roman Ferenc, muzyk, hotelarz, restaurator i piekarz z Góry Motycznej koło Dębicy. Hodowlą koni zajmuje się od siedmiu lat: – Z milion złotych włożyłem w konie i jeszcze złotówki na nich nie zarobiłem – mówi.

Ferenc przywiózł do zakładu treningowego Stada Ogierów w Bogusławicach dwa konie. 100-dniowy trening każdego kosztuje 4,1 tys. zł. Ale właściciel płaci 1,2 ...