POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 40 (2674) z dnia 2008-10-04; s. 102-103

Ludzie i obyczaje

Tadeusz Olszański

Koni żal

Podczas igrzysk w Pekinie na dopingu przyłapano sześciu zawodników i... sześć koni.

Erę przesuwania granic wysiłku za pomocą różnych środków farmakologicznych zapoczątkowali pod koniec XIX w. Anglicy. Stąd też całe zjawisko określa się pochodzącym z angielskiego słowem doping – pobudzanie.

Jako pierwsi wpadli na ten pomysł organizatorzy niezwykle modnych wtedy wyścigów konnych i zakładów, które przynosiły ogromne dochody i wysokie wygrane. Konie pojono kofeiną, wstrzykiwano strychninę. Potrzeba sukcesu była bezwzględna, choć zdarzało się, że zwierzęta nawet padały za metą.

Dopingowa zaraza szybko przeniosła się na tory wyścigowe Berlina, Budapesztu i Wiednia, które były ośrodkami hazardu na wielką skalę. Skoro do większego wysiłku można zmusić konie, to dlaczego by nie spróbować i ludzi? Doping szybko trafił więc do popularnych już wtedy we Francji długodystansowych wyścigów kolarskich.

Na progu śmierci

Sto lat temu na igrzyskach olimpijskich w Londynie podczas biegu maratońskiego rozegrał się też pierwszy dopingowy dramat. Cała widownia zerwała się na równe nogi, kiedy zamiast prowadzących bieg Amerykanó...