POLITYKA

Czwartek, 22 sierpnia 2019

Polityka - nr 13 (2186) z dnia 1999-03-27; s. 32-34

Świat

Adam Krzemiński

Koniec bajki Lafontaine´a

Są dwie wersje tego, co się stało w Niemczech. Jedna to burleska. Czarny charakter - lewicowy dogmatyk i ekonomiczny awanturnik - w ciągu stu dni, niczym Napoleon po ucieczce z Elby, narobił bałaganu w niemieckiej gospodarce, po czym skulił ogon pod siebie i w wieku 55 lat poszedł na suto opłacaną emeryturę. Druga wersja jest bardziej patetyczna: lewicowy reformator, który chciał się dobrać do skóry wielkiemu przemysłowi i przywrócić w Niemczech większą sprawiedliwość społeczną, został przezeń wygnany na zieloną trawkę.

Obie wersje niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Choć w jednej i drugiej kryje się ziarno prawdy. Nagłe wycofanie się Oskara Lafontaine´a, przewodniczącego SPD i ministra finansów w rządzie Gerharda Schrödera, z życia politycznego było sensacją dnia. Korespondenci oblegali jego dom w Saarbrücken, by się dowiedzieć przyczyn, i byli szczęśliwi, gdy następnego dnia ulubieniec lewego skrzydła socjaldemokracji dał się sfotografować z dwuletnim synem na ramionach, jako "osoba prywatna". Komentatorzy dociekali przyczyn i skutków tej nieoczekiwanej decyzji. Jedni potępiali Oskara jako egocentryka, który narobiwszy bałaganu w nieodpowiedzialny sposób poszedł do domu. Drudzy zastanawiali się, czy to już jest koniec czerwono-zielonej koalicji, czy też Gerhard Schröder jeszcze przywdzieje szaty silnego człowieka w partii i rządzie, nim się okaże, że kanclerz jest nagi i nie potrafi wyprowadzić Niemiec na prostą.

Niespełna pół roku od wrześniowych wyborów do Bundestagu i w samym środku niemieckiego przewodniczenia w Unii Europejskiej Republika Federalna sprawia wrażenie tankowca osadzonego na mieliźnie. Niby katastrofy nie ...