POLITYKA

środa, 20 marca 2019

Polityka - nr 19 (3159) z dnia 2018-05-09; s. 12-14

Temat tygodnia

Mariusz Janicki

Koniec dobrej zmiany?

Na bliskich władzy forach pojawiła się myśl: coraz bardziej widać, że wraz z odejściem Beaty Szydło z funkcji premiera „dobra zmiana”, jako polityczny etap, zakończyła się. To może i prawda, choć dla niePiSu niekoniecznie optymistyczna.

Rządy Beaty Szydło były prostą kontynuacją kampanii wyborczej z 2015 r. Sprowadzały się do finansowania obietnic w rodzaju 500+ czy skrócenia wieku emerytalnego, ale przede wszystkim do zmian ustrojowych oraz ostrej antyeuropejskiej i antyuchodźczej retoryki. Był to czas zasadniczej konfrontacji, walki z Trybunałem Konstytucyjnym, sądownictwem, Komisją Europejską. PiS przejął media publiczne, spacyfikował wiele innych instytucji, wstępnie pogonił i obrzucił obelgami elity, prowadził ostrą antyaborcyjną krucjatę, wciąż dawał nadzieję na smoleński zamach.

Wyborcy PiS byli wniebowzięci. Mówienie o „naszej Beacie” nie wynikało tylko z jej swojskości, ale z faktu, że za jej premierostwa było dokładnie tak, jak wyborcy PiS oczekiwali: twardo, jednoznacznie, według wyborczego programu. Tego realnego, który rozumieli ci lepiej zorientowani, bo była jeszcze wersja dla początkujących, jak się okazało bardzo wydajna. To były właśnie te najważniejsze spełnione obietnice.

Zdeklarowani sympatycy PiS zawsze traktowali „dobrą zmianę” inaczej niż wyborcy okazjonalni, znacznie szerzej niż tylko w sensie socjalnym. Dla wielu z nich slogan ten oznaczał przede ...