POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 20 (2452) z dnia 2004-05-15; s. 48-50

Świat / Irak

Tomasz Zalewski

Koniec niewinności

Wojna w Iraku ma nowy znak rozpoznawczy. Nie jest to już telewizyjny obraz zwalania pomnika Saddama Husajna. Nowe logo wojny to seria zdjęć ukazujących wyrafinowane dręczenie nagich irackich więźniów przez amerykańskich żołnierzy, którzy zmuszają ich do symulowania aktów homoseksualnych, trzymają na smyczy jak psy i straszą porażeniem prądem elektrycznym.

Sygnały o okropnościach w Iraku – torturowaniu jeńców, masakrowaniu ludności cywilnej – przemykały dotąd w USA niezauważane. Ponieważ pochodziły głównie z mediów zagranicznych (np. BBC), traktowano je nieufnie jako antyamerykańską propagandę. Stany Zjednoczone prowadzą przecież tylko słuszne wojny, w dodatku wyłącznie rycerskimi metodami. Wietnam był niefortunnym wyjątkiem.

Tym razem jednak dowody utraty monopolu na szlachetność są niepodważalne. Oprawcy uśmiechają się do obiektywu, jakby mieli świetną zabawę – i zarazem pewność bezkarności. Przepadły miliony wydane na poprawę wizerunku Ameryki na świecie i przekonywanie sceptyków, że w Iraku chodzi o prawa człowieka i demokrację. „Grozi nam, że przegramy coś dużo ważniejszego niż tylko wojna w Iraku. Że utracimy Amerykę jako instrument moralnego autorytetu i inspiracji w świecie” – napisał czołowy publicysta „New York Timesa” i specjalista od Iraku Thomas L. Friedman. Prominentni politycy, jak senator Jay Rockefeller, przywołują widmo masakry wietnamskiej wioski My Lai. W fali wstydu, jaka przelewa się przez kraj, dostrzec moż...

Guantanamo: wkagańcu

26 dni po zamachu 11 września 2001 r. USA rozpoczęły działania wojenne w Afganistanie. Wkrótce pojawił się problem, co zrobić ze schwytanymi przeciwnikami, którym rząd amerykański odmawia statusu jeńców wojennych. Ostatecznie zatrzymani trafili do bazy wojskowej Guantanamo na Kubie, gdzie nie obowiązuje ustawodawstwo USA. Jest w niej przetrzymywanych ok. 700 więźniów z Arabii Saudyjskiej, Jemenu, Pakistanu i Afganistanu. Ekipa dziennika „Washington Post” spędziła 3 miesiące, starając się m.in. ustalić tożsamość więźniów. Zdołano poznać nazwiska i narodowość około połowy z nich. Spośród 745 osób przewiezionych do Guantanamo, tylko 6 oficjalnie przedstawiono zarzuty. Początkowo więźniów trzymano w klatkach o powierzchni 1,4 m kw., które według określenia amerykańskiego dziennika „przypominały za duży kaganiec”.

W tych dniach w bazie Guantanamo zakończono budowę nowoczesnego więzienia na 100 więźniów. Budowa kosztowała 31 mln dol. Inwestycja ta wskazuje na długotrwałe zamiary rządu USA wobec więźniów, ale w pewnym sensie „jest więzieniem dla rządu USA”, który znalazł się w pułapce, przetrzymując obcych obywateli, których uznaje za niebezpiecznych i z którymi nie wie, co począć. Warunki w bazie ulegają podobno poprawie. Współpracując z władzami można otrzymać prawo do lepszych posiłków (dwa desery), do białego kombinezonu, który bardziej niż pomarańczowy przypomina szaty arabskie, do warcabów albo „powieści o tematyce religijnej”.

Strażnicy skarżą się na opór więźniów, którzy m.in. zatykają przewody kanalizacyjne i toalety. Zamiast tradycyjnych prześcieradeł, z których ukręcić można linę lub powróz, wprowadzono pościel z łamliwych tworzyw sztucznych. Napięcie pomiędzy więźniami (którzy szykanują kolaborantów) i strażnikami jest duże. Z tego powodu niektórzy wojskowi amerykańscy starają się zachować incognito – zaklejają tabliczki ze swoimi nazwiskami oraz pagony wskazujące na ich stopień wojskowy.

Największą grozę budzi obóz Echo, gdzie odbywają się przesłuchania. Każdy więzień jest tam przetrzymywany w oddzielnej klatce i pilnowany przez funkcjonariusza żandarmerii.