POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 31 (2565) z dnia 2006-08-05; s. 34-36

Kraj / Mędzy życiem a śmiercią

Ewa WinnickaEwa Patoka  [wsp.]Katarzyna Wójcik  [wsp.]

Konieczny dowód na istnienie

To, co medycyna nazywa poronieniem, porodem przedwczesnym albo też niepowodzeniem położniczym, dla większości rodziców jest śmiercią dziecka, na które czekali. Mimo wyniesionego na sztandary umiłowania dla życia poczętego w szpitalach wciąż brakuje dla tej śmierci szacunku. Często odbywa się ona w zimnym, szpitalnym naczyniu zwanym nerką.

Pewna Polka poroniła późną ciążę w Holandii. Wyglądało to tak: kiedy lekarze wiedzieli, że dziecka nie uda się uratować, przeniesiono kobietę do osobnej sali. Lekarze delikatnie powiedzieli, co się teraz stanie. Powiedzieli, jak bardzo im przykro. W nocy dostawiono łóżko czuwającemu mężowi. Rano wywołano skurcze. Zawsze któraś z sióstr trzymała kobietę za rękę. Kiedy urodziła żywego synka, położna zapytała, czy chce wziąć go na ręce. Kobieta była w szoku, płakała i odmówiła. Odniesiono dziecko do ciepłego inkubatora. Po kilku godzinach snu ktoś znów zapytał, czy chce zobaczyć syna. Poinformowano kobietę o zrobionych na pamiątkę zdjęciach. O obciętym kosmyku włosów i odciśniętej na papierze rączce i stópce. Kobieta zgodziła się na przyniesienie ciała i opowiadała potem, jaki śliczny był ten jej syn. Siostry i położne zwracały się do kobiety z empatią i czułością. Zapytały o imię synka i czy będzie chciał...