POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 10 (2644) z dnia 2008-03-08; s. 52-53

Świat

Tadeusz Olszański

Koperty do urn

Węgierskie referendum w sprawie odpłatności za wizyty u lekarza, pobyt w szpitalu oraz studia wyższe jedynie pogłębi podziały w i tak już skłóconym społeczeństwie.

Któż chciałby płacić za to, co do tej pory było bezpłatne? Nikt. Po co więc to całe referendum? Czemu węgierski rząd marnuje pieniądze podatników? Po pierwsze, odpowiedzi wcale nie są takie oczywiste, a po drugie – mające odbyć się 9 marca referendum jest ważnym elementem permanentnej walki prawicowej opozycji z socjalistyczno-liberalną koalicją. Wojna trwa już trzeci rok. A odpowiedzi Węgrów mogą wyraźnie przechylić polityczną szalę na którąś stronę.

Przypomnijmy: wszystko zaczęło się od premiera Ferenca Gyurcsanya, który przyznał, że w 2005 r. to kłamstwa i ukrywanie fatalnej sytuacji gospodarczej zapewniły socjalistom zwycięstwo w wyborach. Organizowane przez opozycję wiece oraz demonstracje, które przerodziły się w zamieszki uliczne, nie doprowadziły jednak do dymisji premiera ani upadku rządu. Wtedy jesienią 2006 r. lider opozycji, przewodniczący Węgierskiej Partii Obywatelskiej FIDESZ Viktor Orban, zmienił taktykę i wystąpił z propozycją zorganizowania referendum, które stałoby się plebiscytem narodowym. Plan Orbana jest prosty: Węgrzy nie poprą reform gospodarczych premiera Gyurcsanya, rząd upadnie i trzeba ...

Za trudne pytania

Na Węgrzech przeprowadzano referendum pięciokrotnie. Pierwsze w 1989 r. zadecydowało o zasadach demokratycznych przemian. Drugie w  1990 r., w sprawie bezpośrednich wyborów prezydenckich, wskutek bardzo niskiej frekwencji zakończyło się niepowodzeniem i dziś prezydenta wybiera parlament. Po tym referendum, postanowiono, że głosowanie będzie ważne, jeśli nie 50 proc., jak dotychczas, a minimum 25 proc. uprawnionych, czyli co najmniej 2 mln wyborców, odpowie pozytywnie na pytania referendum. Dzięki tym zmianom dwa następne referenda w sprawie przystąpienia do NATO oraz Unii Europejskiej przyniosły pozytywne wyniki. Ale już w 2004 r. referendum w sprawie przyznania Karty Węgra obywatelom węgierskiego pochodzenia w sąsiednich krajach nie dało rezultatu, bo nie uzyskano wymaganego progu akceptacji.