POLITYKA

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Polityka - nr 47 (3036) z dnia 2015-11-18; s. 76-78

Kultura

Zdzisław Pietrasik

Kordian, czyli polska alternatywa

W Teatrze Narodowym 19 listopada premiera najsławniejszego dramatu Juliusza Słowackiego. Nieczęsto pojawiający się na scenie Kordian zawsze miał coś ważnego do powiedzenia widowni. Z jakim przesłaniem pojawia się dzisiaj?

W wielkim uproszczeniu można powiedzieć, że w dotychczasowych inscenizacjach mieliśmy dwa różne odczytania „Kordiana”: dramat jednostki albo zbiorowy dramat racji politycznych. W pierwszej interpretacji Kordian przemienia się w Hamleta. (Jacek Trznadel nazwał go wprost „polskim Hamletem”). Kiedy Kordian zastanawia się „Żyć? Alibo nie żyć?”, nie mamy najmniejszych wątpliwości, że to trawestacja „Być albo nie być?”. Młody bohater (w pierwszych scenach Kordian ma 15 lat!) staje sam wobec całego zła otaczającego go świata. Podnosi rękę na władzę – tak jak buntownik z Elsynoru – która ma pozory legalności.

Przypomnijmy, poeta zaczął pisać dramat w 1833 r. (wydał rok później), czyli nazajutrz po klęsce powstania listopadowego. Młodzieńcy, podobni do Kordiana, zanim starli się z Moskalami, musieli przekonać do czynu starsze pokolenie, dawnych herosów wojen kościuszkowskich i napoleońskich, z których teraz wielu wiernie służyło carowi. Pracowali lojalnie w policji czy w cenzurze.

Andrzej Kijowski w „Nocy listopadowej” pisał o porze, w której spiskowcy zbierali się, by rozpocząć powstanie: „W kasynach i resursach lało się wino i trzaskały karty do gry. Mieszczanie zamykali sklepy ...

Zobacz także

Kordian