POLITYKA

Wtorek, 11 grudnia 2018

Polityka - nr 2 (3143) z dnia 2018-01-10; s. 7

Ludzie i wydarzenia / Kraj

Malwina Dziedzic

Korona z paździerza

Miała być superprodukcja, coś między tureckim „Wspaniałym stuleciem” a kultową „Grą o tron”. Wyszedł tasiemiec na miarę „Klanu”, z jasełkową scenografią i sztywnymi dialogami. Może dlatego „Korona królów” stała się tematem politycznym.

Prawicowi komentatorzy muszą się nieźle nagimnastykować, dowodząc, że nowa „patriotyczna” produkcja TVP to nie taki gniot, na jaki wygląda. Bo w wyemitowanych dotychczas odcinkach, przedstawiających panowanie ostatnich Piastów na polskim tronie, roi się od błędów, niedociągnięć i drętwych dialogów; gra pierwszoplanowych aktorów trąci amatorszczyzną, fabuła zaś zamiast intrygować, nuży. A przecież miało być „z rozmachem”; serial miał pokazywać „wielką potęgę polskiej historii”, „piękno naszej historii, czasy odbudowywania państwowości” (cytaty z prezesa TVP Jacka Kurskiego). Tymczasem powodów do dumy i zachwytu można znaleźć w „Koronie królów” tyle, co obiektywizmu w rządowych „Wiadomościach”.

Mimo to zagorzali obrońcy PiS ruszyli prezesowi Kurskiemu z odsieczą, próbując dać odpór fali krytyki, która przelewa się przez internet, począwszy od emisji pierwszych odcinków. Łatwo nie jest, bo nawet część prawicowych publicystów drwi z flagowej produkcji TVP: wytyka błędy merytoryczne, „jarmarczne kostiumy”, „tandetną realizację”. Łukasz Warzecha nazwał ją wprost „paździerzem”, a Sławomir Cenckiewicz podsumował: „Zapowiedzi szumne, ...