POLITYKA

Niedziela, 26 maja 2019

Polityka - nr 7 (2285) z dnia 2001-02-17; s. 31-32

Kraj

Joanna Solska

Kości w galarecie

Król żelatyny Kazimierz Grabek teraz zmierza do Zgierza

Całkowity zakaz importu do Polski żelatyny wołowej znów zwraca uwagę opinii publicznej na Kazimierza Grabka, który do niedawna kontrolował, w mniej lub bardziej formalny sposób, cały jej rynek. Pozornie król żelatyny został zdetronizowany. Za chwilę jednak objawi nam się jako zbawca, który uratuje od upadku polski przemysł spożywczy.

Żelatynowe imperium Grabka rosło w siłę tylko dzięki nadzwyczajnej opiece polityków, którzy skutecznie odsuwali od tego niepozornego produktu potencjalnych konkurentów. W 1995 r. premier Waldemar Pawlak wprowadził opłaty wyrównawcze, dzięki którym polscy producenci żelatyny (czyli K. Grabek) mogli podnieść jej ceny o 80 proc. Rząd AWS-UW przebił jednak Pawlaka hojnością i na początku 1998 r. wprowadził całkowity zakaz importu żelatyny w lęku przed BSE. Szybko jednak okazało się, że jest to nie tyle troska o konsumentów (żelatyna wieprzowa, drobiowa czy rybna nie zawiera przecież prionów, więc nie ma powodów zamykać przed nią granic), co o interesy monopolisty, który – o czym zaczęła szeroko informować prasa – odwdzięcza się politykom, finansując przedwyborcze kampanie.

Solidarność elit politycznych w ukrywaniu finansowych sponsorów jest jednak wielka, więc tak naprawdę nie zostało wyjaśnione, jaka partia, kiedy i jaką sumą została zasilona. W podejrzeniach utwierdzało jednak nie tylko zdumiewające zachowanie najwyżej postawionych osób, mocno zaangażowanych w obronę interesów króla żelatyny, ale też ...