POLITYKA

Sobota, 16 grudnia 2017

Polityka - nr 37 (3127) z dnia 2017-09-13; s. 20-22

Polityka

Adam Szostkiewicz

Kościół się nawraca?

Hierarchowie zaczynają mieć pierwsze wątpliwości, czy polityczna kuratela PiS jest dla polskiego Kościoła tak korzystna, jak dotąd sądzili. Ale wyjście poza pisowskie opłotki będzie bardzo trudne.

Dwie wypowiedzi biskupów nie czynią w Kościele odwilży. Dobrze, że prymas Wojciech Polak upomniał się o poszanowanie ładu konstytucyjnego, a abp Stanisław Gądecki, szef Konferencji Episkopatu Polski, podziękował prezydentowi Dudzie za weta sądownicze. Już we wrześniu doszedł do nich apel zespołu biskupów odpowiedzialnych za kontakty z episkopatem niemieckim o opamiętanie w zaostrzaniu konfliktu między pisowską Warszawą a Berlinem. Kto jak kto, ale polski episkopat akurat ma mocny tytuł do tej interwencji, bo to polscy biskupi zaryzykowali w 1965 r. wyciągnięciem ręki do katolików niemieckich w soborowym duchu pojednania.

Po słowach hierarchów posypały się spekulacje. Obracają się one wokół tezy czy raczej pobożnego życzenia, że coś w Kościele drgnęło. Że przybywa biskupów stawiających politycznie na domniemany obóz prezydencki i dystansujących się od obecnego obozu rządowego. Że uwaga i nadzieja episkopatu przesuwają się z nieobliczalnego Jarosława Kaczyńskiego na bardziej centrowego prezydenta Andrzeja Dudę.

W rzeczywistości niewiele wskazuje, by taki ruch tektoniczny miał miejsce. Przytomne, obywatelskie, chrześcijańskie wypowiedzi i zachowania kilku biskupów – Polaka, Guzdka, Czai, Nossola, Muszyńskiego, Zadarki, Pieronka – nie tworzą masy krytycznej. Nie równoważą, a tym bardziej nie osłabiają, wpływu o. Rydzyka w episkopacie, a zatem i w polityce kościelnej. Pośrednio dowodzi tego masowa obecność elity pisowskiej na zgromadzeniach i w studiach radiomaryjnych. Swą obecnością pisowska władza potwierdza i wzmacnia przywództwo Rydzyka w Kościele. Księża i świeccy wyciągają z tego wnioski, jaka w Kościele obowiązuje dziś poprawność polityczna: ta radiomaryjna.

Przed wetami doszło do kontaktów między szefem episkopatu a prezydentem. List dziękczynny Gądeckiego po wetach sprawiał wrażenie wcześniej przygotowanego po rozmowie obu dygnitarzy. Należy go czytać także w kontekście upokorzeń, jakich od nowej pisowskiej władzy doznał jeszcze przed polskim lipcem 2017 r., który wybuchł w obronie sądownictwa. Najpierw drogi rozeszły się w sprawie uchodźców. Pisowski rząd, choć ostentacyjnie katolicki, całkowicie zignorował przesłanie Franciszka i postulaty Kościoła w Polsce wychodzące papieżowi naprzeciw: w tym ideę korytarzy humanitarnych. Rząd premier Szydło, wskutek interwencji Jarosława Kaczyńskiego, zawiesił zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. Biskupom przeszkadza, że wciąż nie zakazano handlu w niedzielę. Kościół prowadzi intensywną kampanię w tej sprawie, mając poparcie propisowskiej Solidarności, tymczasem rząd się waha. To wszystko nie składa się jednak na kryzys w relacjach Kościół–władza.

Nasze kościelne źródła wskazują, że między Gądeckim i Dudą doszło do dialogu przede wszystkim dlatego, że szef episkopatu liczy na pomoc prezydenta i PiS w przeprowadzeniu takich zmian prawnych, które na długie lata zabetonują katolickie postulaty dotyczące definicji małżeństwa i ochrony życia. Pamiętajmy, że prezydent wziął do pomocy w opracowywaniu własnych projektów ustaw sądowniczych byłego wiceministra sprawiedliwości w rządzie PO-PSL Michała Królikowskiego, zdeklarowanego katolickiego konserwatystę, bliskiego światopoglądowo obecnemu wicepremierowi Jarosławowi Gowinowi. To autor książkowej rozmowy z abp. Henrykiem Hoserem, świecki zakonnik (oblat) benedyktyn, przeciwnik in vitro, obrońca dr. Chazana i zwolennik tezy, że z postulatu neutralności światopoglądowej państwa nie wynika, że musi być ono świeckie. To myślenie jest zbieżne z poglądem abp. Gądeckiego, iż Kościół powinien być duszą państwa, bo bez wartości chrześcijańskich państwo obumiera.

Łącznikiem między Gądeckim a prezydentem ma być szef jego kancelarii Krzysztof Szczerski. Minister Szczerski kontaktował się też z kardynałem Kazimierzem Nyczem, uważanym za kościelnego centrystę, ale spotkanie nie należało do owocnych. Zamysł prezydenta rysuje się tak, że chce on uzyskać poparcie Kościoła dla idei referendum konstytucyjnego. Referendum ma być uzasadnieniem dla nowej konstytucji, która umocni ustrojową pozycję prezydenta, a przy okazji unieważni wytaczane przeciwko Dudzie zarzuty. Doskonale streszcza je wypowiedź bp. Tadeusza Pieronka. W telewizyjnej rozmowie z Moniką Olejnik stwierdził: „to kolejny wielki dramat, jeśli strażnik konstytucji łamie ją raz po raz i dodatkowo chce ją zmienić, żeby te swoje łajdactwa usprawiedliwić”.

Konstytucyjna inicjatywa prezydenta Dudy potrzebuje poparcia szerszego niż kościelne, przede wszystkim w samym PiS. Trudno sobie wyobrazić, by Duda poszedł na wojnę z Kaczyńskim i żeby w tej wojnie poparł go episkopat. Tak samo jak trudno sobie wyobrazić, by otoczenie prezydenta i on sam umieli stworzyć coś z niczego: niezależną od PiS partię prezydencką. Duda nie ma potencjału polskiego Macrona. Gra toczy się zatem w obrębie szeroko rozumianego obozu pisowskiego: Duda, Kaczyński, Rydzyk, episkopat. Kościół wiąże z obecną władzą swoje interesy, więc w sensie politycznym nie wyjdzie z PiS, nie przyłączy się do opozycji, postawi na przeczekanie. Profesor Stanisław Obirek widzi to tak: <...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]