POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 11 (2850) z dnia 2012-03-14; s. 74-76

Nauka

Michał Różyczka

Kosmiczny kanibalizm

Niewykluczone, że zaistnieliśmy dzięki nieposkromionemu apetytowi, z jakim Droga Mleczna pochłaniała swoje mniejsze sąsiadki. Takie pożeranie się nie jest w kosmosie czymś niezwykłym i ciągle trwa.

Jeśli ktoś odczuwa dyskomfort, słysząc od biologów, że ma wspólnych przodków z szympansami, a nawet z tasiemcami, nie jestem w stanie go pocieszyć. Jest bowiem dużo, dużo gorzej! 400 tys. lat po Wielkim Wybuchu wszyscy byliśmy obłoczkami o gęstości jednej milionowej grama na kilometr sześcienny i temperaturze 3000 K, w których na tysiąc atomów wodoru przypadało statystycznie 81 atomów helu z niewielką przymieszką deuteru, litu oraz boru.

Naszych zwiewnych prapraprzodków można nawet zobaczyć albo... usłyszeć. Tę zdawałoby się zupełnie nieprawdopodobną możliwość zawdzięczamy ograniczonej prędkości rozprzestrzeniania się światła. Oglądając Księżyc widzimy go takim, jakim rzeczywiście był przed sekundą. Fotografia Słońca przedstawia je takim, jakim było osiem minut przed naciśnięciem migawki. Najdalszym obiektem dostrzegalnym gołym okiem jest Mgławica Andromedy, która leży w tle jesiennego gwiazdozbioru Pegaza, w odległości 25 mln bln (2,5×1019) km od Słońca. Światło pokonuje tę odległość w 2,5 mln lat, niosąc obraz tego, co działo się, gdy na Ziemi po ...